Kiss for you

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

Chciałabym serdecznie zaprosić na bloga w którym głównym bohaterem jest Justin Bieber. Liczę na Waszą opinię, gdyż gdy uzbiera się do ostatniego rozdziału więcej komentarzy JESZCZE DZIŚ dodam kolejny rozdział. " http://cupboardlovee.blogspot.com/ "
Tagi: .
19.10.2014 o godz. 15:00
Było ciemno. Jedynie wielki księżyc oświetlał swoim blaskiem trochę drogi. Gwiazdy iskrzyły się na niebie jak małe świetliki. Gdzieniegdzie pohukiwała sowa. Podeszłam do wielkiego świerku, który miał wydrążony krzyżyk na swoim pniu. Oczywiście to ja go zrobiłam, ponieważ okrążyłam to samo miejsce już trzeci raz.
Zadrżałam z zimna, kiedy wiatr owiał moje gołe nogi swoim podmuchem. Nawet nie miałam porządnego ubrania.
Może to dziwne, ale... tak zgubiłam się w lesie i nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam.
W klubie, w którym byliśmy wybuchła awantura. Przyjechała policja i zgarnęła kilku ludzi. Wszyscy imprezowicze rozeszli się w swoje strony i w tym my.
Kiedy wracaliśmy do domu na piechotę, Harry zaproponował nam fantastyczny skrót, prowadzący przez las. Zapewniał nas że za piętnaście minut będziemy w domu.
Zachciało mi się siusiu, jak to po alkoholu bywa, więc zatrzymaliśmy się. Oddaliłam się i już z powrotem nie umiałam do nich dotrzeć. Krzyczałam, biegałam, szukałam, ale wszystko na marne.
Na dodatek rozładowała mi się komórka.
Nagle z prawej strony usłyszałam trzask gałązki i przyciszone głosy. Zamarłam.
-Halo! Ktoś tu jest?!- krzyknęłam, ale szybko tego pożałowałam. Z pomiędzy gałęzi wynurzyły się trzy sylwetki. Nie widziałam ich twarzy, ponieważ zostali w mroku drzew.
Byli przerażający.
Na samą tą myśl zrobiło mi się gorąco. Patrzyłam na nich spłoszona. Nagle otrząsnęłam się. Odwróciłam się na pięcie i ile sił w nogach pognałam w głąb lasu. Moja adrenalina potęgowała wszystkie moje ruchy i dodawała mi energii, lecz po chwili byłam zmęczona i z trudem łapałam oddech. Opadłam z sił na ziemię i zaczęłam się trząść z zimna i z doznanych wydarzeń. Nie wiedziałam co robić. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa, ponieważ potrzebowało chwili wypoczynku. Po chwili moje powieki same z siebie zaczęły opadać i nie dałam rady utrzymać ich otwartych.

*** Parę godzin później ***

-Wstawaj! Hej! Obudź się!- ze snu wyrwał mnie męski głos. Ktoś, najpewniej właściciel jakże melodyjnego głosu, zaczął potrząsać moim ciałem. Jęknęłam. Byłam cała obolała i jeszcze męczył mnie ból głowy oraz zbierało mi się na wymioty.
Chciałam mu przywalić w twarz.
-Nie widzisz że śpię...- warknęłam i odepchnęłam go od siebie. Uchyliłam jedną powiekę, aby zobaczyć tego idiotę i rozprawić się z nim później. Na ziemi, przede mną siedział chłopak. Miał kasztanowe włosy, postawione do góry i duże, szare oczy, okolone długimi rzęsami. Miał lekki zarost, co nadawało mu miano 'badboya'. Był barczysty i wyglądał na groźnego.
Spojrzałam na swoje stopy, w które mnie coś szczypało. Miałam na nich skarpetki o wiele za duże.
Rozejrzałam się.
Byłam w lesie, ale gdzie indziej niż zasnęłam. Leżałam na miękkim kocyku obok jakichś namiotów. A najlepsze w tym wszystkim był ten nieznajomy chłopak, który się na mnie natarczywie gapił.
Przestraszyłam się.
Zerwałam się i wstałam w ekspresowym tempie. Chłopak również. Chciałam uciekać, ale nieznajomy złapał mnie za nadgarstek.
Zadarłam głowę, bo tak jak się spodziewałam był wysokim osiłkiem, i spojrzałam mu prosto w oczy. Trochę mnie omamił tym szarym kolorem, ale nie dałam się na to nabrać.
-Odwal się!- wysyczałam i próbowałam się wyrwać. Nic nie podziałało. Chłopak jak trzymał mnie za nadgarstek tak nie chciał go puścić za wszelką cenę. Łzy pociekły mi po policzkach.
Nagle, chłopak delikatnie szarpnął mnie i przyciągnął do siebie. Objął mnie swoimi wielkimi łapami i mocno przytulił, tak mocno że nie mogłam się wyrwać. Zaskoczyło mnie to. Cholernie mnie tym zaskoczył. Lecz muszę się do tego przyznać, że nawet... poczułam się trochę lepiej.
-Nie płacz- szepnął mi do ucha i pogładził moje plecy. Od jego dotyku dostawałam dreszczy, które przechodziły ciągle po moim kręgosłupie. Roześmiałam się.
-Zgubiłam się w lesie. Od kilku godzin nic nie jadłam i nie piłam. Nie mam z czego zadzwonić i jeszcze nie wiem czy nie chcesz mnie zgwałcić albo zabić. Sorry, ale twoje 'pocieszanie' jest bezsensowne- powiedziałam mu z kpiącym uśmieszkiem.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach.
-Ja nie chcę cię zgwałcić. Wyglądam na mordercę? To pewnie przez ten zarost. Nie goliłem się od wieków!- zażartował, odsuwając się. Po chwili podjął inny temat -Znaleźliśmy cię w lesie, po tym jak od nas uciekłaś. Przyznam jesteś niezłą sprinterką.-prychnęłam -Mam na imię Michael.- przedstawił się spokojnie i wyciągnął do mnie rękę, którą lekko uścisnęłam.
-Bee- odpowiedziałam szybko -Kiedy wracacie do miasta?-zapytałam.
-Na twoje szczęście - jutro.- odpowiedział i mnie przytulił. Odepchnęłam go. -Nie podziękujesz mi?- zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Zignorowałam go.
-Z kim jeszcze tu jesteś? Mówiłeś że 'znaleźliście mnie'.
-Z moim przyjacielem Lukiem i jego dziewczyną Leną.-uśmiechnął się -Dobrze że mi o nich przypomniałaś! W przebieralni jest ubranie dla ciebie.- odpowiedział i poprowadził mnie tam. Spojrzałam na czarne spodnie do jogi, za dużą zieloną bluzkę i wielką bluzę oraz klapki.
Po wygonieniu chłopaka z pomieszczenia, przebrałam się w wygodniejsze rzeczy.
Trochę się sprzeciwiałam przeciwko założeniem klapek na grube skarpety, ale w końcu ustąpiłam i wyszłam.
Michael gdy mnie zobaczył, zagwizdał i uniósł lekko brwi. Uderzyłam go w ramię. Ten skulił się i udawał że go zabolało, na co ja się tylko roześmiałam.
-Nie gwiżdże się na kobietę, ponieważ to nie pies- zwróciłam mu uwagę, którą przyjął z pokorą.
-Pięknie wyglądasz- szybko się schylił i dał mi całusa w policzek. Zarumieniłam się lekko i odwróciłam głowę, aby nie zauważył mojej twarzy.
Po jakimś czasie z pomiędzy drzew wyszli dwoje ludzi trzymających się za ręce. Okazali się Lukiem i Leną. Byli bardzo mili i przyjacielscy. Bez trudu znalazłam z nimi tematy do pogaduszek.
Pod wieczór zrobiliśmy ognisko. Luke miał gitarę, ale nie umiał na niej grać bez swoich nut, więc zaproponowałam pomoc. Ja grałam i nieśmiało śpiewałam, a oni mi pomagali. Po jakimś czasie wszyscy śmiali się i zdzierali gardła. Świetnie się bawiłam oraz najadłam się kiełbaskami i piankami.
Po paru godzinach usiadłam obok Michaela i zasypiałam. Wziął mnie na kolana. Nie protestowałam, wtuliłam się w niego i po chwili cichutko pochrapywałam.
Tagi: *9*
04.09.2014 o godz. 11:22
V rozdział za mną na moim drugim blogu " http://cupboardlove.bloblo.pl/ " SERDECZNIE WAS ZAPRASZAM I PROSZĘ O NAPISANIE SWEJ OPINII NA TEMAT FABUŁY. Jestem tutaj ze względu na Was i myślę, że będziecie śledzić losy Marianny I Justina. Naprawdę zapraszam do czytania " fair - all's fair in love and war "
22.08.2014 o godz. 12:55
PRZEPRASZAM WAS BARDZO MOCNO MOI KOCHANI. STRACIŁAM WENĘ NA TE OPOWIADANIE. WSZYSTKO POSZŁO Z DYMEM, ALE ZACZYNAM TWORZYĆ COŚ CO NAPRAWDĘ MOŻE MI W KOŃCU WYJŚĆ. NA OBECNĄ CHWILĘ ZAWIESZAM TEGO BLOGA, A ZAPRASZAM SERDECZNIE TUTAJ " http://cupboardlove.bloblo.pl/ " MIŁO BĘDZIE JEŚLI BĘDZIECIE ŚLEDZIĆ LOSY KOLEJNYCH BOHATERÓW I MAM NADZIEJĘ SPODOBA WAM SIĘ FABUŁA, KTÓRĄ DOSZLIFOWUJĘ CIĄGLE.
Tagi: .
26.07.2014 o godz. 16:53
Hej wszystkim. Pamięta ktoś jeszcze mego bloga, całą fabułę i relacje bohaterów? Chciałabym kontynuować swoją misję z opowiadaniem, aczkolwiek nie wiem czy jest tutaj choć garstka ludzi, która czyta i śledzi bloga. Więc...
KTOŚ CHCE DALEJ ZANURZAĆ SIĘ W ŚWIECIE MOJEJ FANTAZJI? PISAĆ DALEJ?
Tagi: .
18.07.2014 o godz. 13:10
Następnego dnia, smacznie sobie spałam w swoim miękkim i przytulnym łóżku, gdy ktoś zaczął skakać po mnie.
Wkurzyłam się i zaczęłam tego kogoś zwalać z łóżka. Za trzecim razem... W końcu, udało się! Uśmiechnęłam się lekko i znowu naciągnęłam kołdrę na głowę.
-Auuuuuuuuu.- jęczała Carmen.
"Uciekaj lepiej i mnie nie denerwuj..."- pomyślałam.
Kiedy ktoś mnie obudzi za wcześnie to przynajmniej przez 2-3 godziny, radzę schodzić mi z drogi, ponieważ mogę go strasznie zrugać i wydrapać oczy. Może nie dosłownie, ale na pewno chciałabym w takich momentach jak teraz to zrobić. Odsłoniłam trochę twarz.
-Było nie skakać...- burknęłam i znów zasłoniłam głowę kołdrą. Zamknęłam oczy i już odpływałam do krainy wiecznie zielonych drzew, magicznych kwiatów i innych podobnych bredni.
-Ale Bee- usłyszałam szept przy moim uchu i się wzdrygnęłam -Moi cioteczni siostrzeńcy przyjeżdżają!- piszczała radosna Carma.
Tak, Carmen miała kuzynkę, która tuż po osieroceniu chciała ją wziąć do siebie, ale Carmen uparła się że będzie sama na siebie zarabiać i powędrowała w świat.
Później przygarnęła mnie. Z niechęcią stwierdzam że żyłam na jej sumieniu, ale po jakimś czasie dostałam kartę do konta bankowego mojego rodziców, ale i tak się nie wyprowadziłam od niej. Jak mogłabym wyjechać, skoro pokochałam tą wiecznie pochmurną Anglię?
-Kiedy?- zapytałam nieco spokojniejsza. Zawsze maluchy poprawiały mi humor. Kiedyś nawet zastanawiałam się czy nie zatrudnić się jako opiekunka do dzieci.
-Dzisiaj- powiedziała -Już urządziłam im pokój!
-Super. Dasz mi pospać?- zapytałam. Byłam troszkę zdziwiona że tak szybko urządziła im nieużywany pokój gościnny, ale Carmen miała swoje niezawodne pomysły, o których nikomu nie chce powiedzieć. To jest duszyczka stworzona do dekoracji pokojów. Ma świetny gust i bujną wyobraźnie. Właśnie ten pokój, w którym aktualnie mieszkam, jak i cała reszta została umeblowana, tak jak to sobie Carmen zaplanowała.
-Jasne- szepnęła i cichutko wyszła z pokoju.
Na całe szczęście, po chwili udało mi się jeszcze zasnąć.

*** 3-4 godziny później ***


Znowu mnie coś obudziło. Przez krzyki małych dzieci bawiących się w przedpokoju. Tym razem mnie to nie zdenerwowało, ponieważ byłam wyspana. Wstałam z łóżka i przebrałam się w crop top, w biało-czarne paski, krótkie jeansowe spodenki z wysokim stanem.
Wyszłam z pokoju i raźnym krokiem poszłam do salonu.
-Cześć dzieciaki!- krzyknęłam i kucnęłam -Co jest? Nie przywitacie się z ciocią Bee?- zapytałam z udawanym smutkiem. Szybko podbiegły do mnie. Najpierw młodszy Sam, później nieco starsza Nicole. Dzieciaki były śliczne! I dużo urosły od poprzedniego spotkania. Bardzo je lubiłam. Sam i Nicola byli bliźniętami.
-Bee! Bee! Wiesz co? Mam już stałego zęba!- krzyczał Sam. Spojrzałam na chłopca. Prawie tak samo ciemne włosy jak miała Carmen, przysłaniały chłopczykowi brwi i trochę oczy. Co zadziwiające Sam miał lazurowe oczy, które cieszyły się z najmniejszego ludzkiego gestu życzliwości. Był bardzo kochanym łobuzem. Nicola miała również takie same włosy i oczy, ale zupełnie inny charakter. Określiłabym ją jako niezapominajkę, cichą i skromną.
-Super Samy!- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Dumnie się wyprężył.
-Dzieciaki! Zjeść mi wszystkie kanapki!- powiedziała rozkazującym tonem Carmen, która do tej pory przyglądała się nam z niemałym uśmiechem. -A ty Bee, idziesz za mną. Chcę ci pokazać jak urządziłam pokój dzieciaków.
Zgodziłam się i już po chwili przepychałyśmy się na schodach. Wpadłam ze śmiechem do 'odnowionego' pokoju.
Był podobny do tego, którego widziałam jeszcze niedawno, ale było w nim dużo nowych elementów. Carmen wystawiła ze strychu nasze stare zabawki oraz duże niebieskie fotele-pufy. Była tam również nowa czerwona lampka w kształcie rybki. Miał dostawiony zielony, materac, który był przykryty kocem w pieski. Pokój z tymi elementami nie wydawał się już cichy i smutny, lecz uroczy i kolorowy.
-Jejku- powiedziałam -Ty to jednak niezła jesteś!
-Dzięki- powiedziała i nawinęła kosmyk włosów na palec. Spojrzałam na nią rozbawiona. Miała inną fryzurę. Dotknęłam jej końcówek. Były bordowe.
-Śliczne- rozmarzyłam się -Dziewczyno kiedy ty to zrobiłaś?!-krzyknęłam.
-Miałam trochę wolnego czasu- powiedziała skromnie, uśmiechając się szeroko. Pokiwałam z niedowierzaniem głową. Usłyszałyśmy pukanie na dole, a chwilę później Nicola otworzyła drzwi. Nieśpiesznie wyszłyśmy z pokoju.
-Zastałem Carmen i Bee?- zapytał zmieszany Niall. Szybko pociągnęłam dziewczynę za ścianę, tak aby nas Horan nie widział. Zachichotałam i położyłam jej palec na ustach. Później znacząco spojrzałam na schody, skąd dochodziły głosy.
-Mówisz o naszych babciach?- powiedziała dziewczynka. Chciałyśmy wybuchnąć śmiechem, ale zakryłyśmy usta rękoma.
-Yyy... Tak?- usłyszałyśmy drugi męski głos. Rozpoznałam w nim Zayna.
-Stary! One nie są aż takie stare, aby być babciami! Chyba pomyliliśmy mieszkania!- powiedział Niall.
-To nie nasze babcie głuptasie!- krzyknął Sam -To są cioteczne babcie- wykrzyknął. Za ścianą skręcałyśmy się ze śmiechu. Usłyszałyśmy jąkanie chłopaków.
-Oj nie myślę że to nasze ciocie...- odparła Nicol.
-Nieeee! To są nasze cioteczne ciocie!- powiedział przemądrzale Samuel.
-Nie!- krzyknęła Niki.
-Tak!- oparł święcie przekonany Oliver.
Dzieciaki zaczęły przekrzykiwać się, aż w końcu nie wytrzymałyśmy i wybuchłyśmy śmiechem, tak głośnym że wszyscy umilkli i spojrzeli w naszą stronę. Zeszłyśmy jak pijane po schodach i oparłyśmy się o ścianę, ciągle chichocząc.
-Wejdźcie!- zaprosiła Carma. Chłopcy zamknęli za sobą drzwi. Niall zbliżył się do mnie i zamruczał mi do ucha przyciągając mnie do siebie. Cmoknęłam go w policzek. Zrobił zbolałą minę.
-Tylko tyle?- zapytał i wydął ustka w smutny grymas.
Przewróciłam oczami i wskazałam na dzieciaki wlepiające w nas ciekawe spojrzenia.
-O nas się nie martwcie, my rozumiemy o co chodzi... Wy się bardzo mocno kochacie!- powiedziała Niki. Uśmiechnęłam się i namiętnie pocałowałam Horanka, aż czułam jak jego nogi nieposłusznie, miękną i uginają się. Roześmiałam się.
-Dokładnie- powiedziałam do dziewczynki. Uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam ten gest.
Nagle zaburczało mi w brzuchu.
-Masz ochotę na śniadanie? W jakiejś knajpce czy... - zapytał Niall.
-Tak, chętnie bym zjadła na mieście.- zgodziłam się a chłopak uśmiechnął się szeroko. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Zaparłam się. Spojrzał na mnie zaskoczona.
-O co chodzi?
-O co chodzi, o co chodzi- burknęłam -Nie jestem gotowa do wyjścia, muszę się przebrać, umyć, umalować, i ...
Horan nagle przycisnął swoje usta do moich, zamykając jednocześnie mi usta i przerywając mój monolog. Swoją jedną dłoń wplątał w moje włosy, a drugą przycisnął do pleców i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Objęłam go w talii.
-Wiesz, że im szybciej tym lepiej?- zapytałam, nadal mając usta przyciśnięte do jego. Uśmiechnął się, ale nie odsunął się. Staliśmy tak jak para debilów, z przyciśniętymi do siebie ustami i patrzącymi sobie w oczy.
W końcu to ja się odsunęłam bo zdrętwiała mi szyja, ponieważ musiałam nieźle zadzierać głowę, aby Niall mógł mnie pocałować, nie uginając przy tym kolan.
Poczłapałam szczęśliwa do swojego pokoju, ciągnąc za sobą chłopaka. Szybko usadziłam go na łóżku i dałam mu przelotnego całusa w policzek. Popędziłam do łazienki. Umyłam się w ekspresowym tempie i umalowałam. Przyszłam do pokoju owinięta różowym szlafrokiem w krówki. Horan zaczął się cicho chichotać, a ja rzuciłam w niego mokrym ręcznikiem. Ubrałam się w czerwoną rozkloszowaną princeskę i czarne balerinki. Włosy związałam w kłosa. Gdy byłam gotowa, podeszłam do 'śpiącego' Nialla i nachyliłam się, składając usta w 'dzióbek'. Zauważyłam że lekko uchylił prawą powiekę, uśmiechnął się delikatnie i dał mi buziaka.
Wzięłam go za rękę i w końcu wyszliśmy z domu.
Horan delikatnie zaprotestował, gdy zaproponowałam że pojedziemy moim autem. Nie sprzeczałam się. Podeszliśmy do czarnego SUV'a. Jak przystało na dżentelmena, Niall otworzył przede mną drzwi i pomógł mi wsiąść do auta.
Skierowaliśmy się do jak najmniej zatłoczonej kafejki - Costy. Zamówiłam kanapkę z szynką i serem oraz espresso. Niall zamówił jedynie cappuccino, co było wręcz zadziwiające. Uśmiechnął się do ładnej kelnerki, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
-Nie sądzisz, że ta kelnerka jest bardzo do ciebie podobna, Bee?- zapytał jak gdyby nigdy nic. Przewróciłam oczami i wróciłam do jedzenie moich kanapek. Jednak zerknęłam na dziewczynę. Otworzyłam szeroko oczy i obserwowałam kelnerkę. Miała ten sam mały nosek, ten sam kolor oczu i tak samo zarysowany kształt twarzy. Lecz była o dobre 6 lat starsza i miała ciemniejsze, krótsze włosy. Zadziwiające.
Po kanapkach zamówiliśmy jeszcze sernik.
Gdy musieliśmy płacić, mieliśmy małą sprzeczkę, ponieważ nie chciałam, aby Niall za mnie zapłacił. Jasne, zgodziłam się z nim pójść na śniadanie, ale nie chcę, aby pomyślał, że umawiam się z nim wyłącznie z powodu pieniędzy! Kocham go za to jakim Niallem Horanem naprawdę jest.
W końcu Niall zapłacił podstępem, odwracając moją uwagę.
Wsiadłam z powrotem do samochodu nachmurzona.
-Britnee...- szepnął chłopak, kładąc rękę na moim kolanie. Strząsnęłam ją.
-Niall, przestań.- burknęłam i odwróciłam twarz w stronę chłodnawej szyby.
-Britney! Nie zachowuj się jak dziecko! To ja zaprosiłem cię na śniadanie i to ja powinienem zapłacić. Czemu się na mnie gniewasz?
Westchnęłam. Wzięłam jego dłoń i położyłam ją sobie na nodze. Uśmiechnęłam się do jego zatroskanej twarzy.
-Nie chcę, aby ktokolwiek, a w szczególności ty, pomyślał że jestem z tobą dla pieniędzy jakimi dysponujesz. I mam naprawdę dużo swoich oszczędności, wystarczająco aby za siebie zapłacić.- wytłumaczyłam mu spokojnie.
-Kochanie, nikt nie ma prawa tak powiedzieć. Jesteśmy ze sobą z miłości i naprawdę to widać.
Roześmiałam się.
-Dobrze- zakończyłam. Przechyliłam się w prawo, oparłam rękę na jego nodze i dałam mu buziaka w policzek.
-Kochanie, nigdy więcej tego nie rób- spojrzałam na niego zdziwiona -Bo spowoduje wypadek. Przez ciebie i twojej ręki...- przełknął głośno ślinę -...w pobliżu mojego krocza.
Roześmiałam się i zdjęłam rękę z jego nogi.
*

-Proszę pana!-krzyknął w jego stronę mały Sam. Niall zauważając malca, wziął go na kolana i wyjął mu paluszek z buzi, którego ssał.
-Mów mi Niall. A ty jesteś?- zapytał.
-Samuel, Sam Lee- odpowiedział zdziwiony pytaniem Horana, jakby każdy nie znał jego imienia.
-To co chciałeś?- zapytał Nialler wracając do tematu.
-Chciałem pograć z kimś w piłkę nożną, ale wszędzie tylko baby- powiedział i przewrócił oczami -Zagramy? Dzisiaj?- zapytał z nadzieją. Po chwili jakby się czymś zaniepokoił, zaczerwienił się po uszy. Zszedł z kolan Nialla, podszedł do mnie i objął moją nogę, ukrywając się za nią.
-Musisz się spytać Bee, lub Carmen- odparł -Ale jak się zgodzą to na sto procent z tobą zagram i już się nie mogę doczekać!
-Carmen już nie ma- oznajmił Sam -Zabrali Niki i sobie poszli.
-Och, okey. -powiedziałam zdziwiona- Zgadzam się. Maluch uśmiechnął się szeroko i się roześmiał ucieszony. Wzięłam go za rączkę i poprowadziłam na górę do jego pokoju, aby się przebrał.
Ubrałam Sama w jego niebieskie spodnie od dresu, biały podkoszulek i zieloną bluzę GAP'a. Jednak Sam uparł się i własnoręcznie włożył na swoje małe stópki białe adidas'y.
Ja się przebrałam w szare spodnie od dresu, z napisem 'sexy chick' na pupie, niebieską bluzę i fioletowo-białe nike'i. Poszliśmy do parku się rozgrzewać, a w tym czasie Niall miał pobiec do domu przebrać się w coś wygodnego i wrócić. Kiedy chłopak stawił się na murawie byłam mile zaskoczona. Miał również szare spodnie od dresu, i rozpiętą bluzę w paski, ale największym widokiem i tak była jego bluzka. Miał biały obcisły podkoszulek, który eksponował jego mięśnie brzucha. Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok, kiedy przyłapał mnie na gapieniu się.
Chłopcy cały czas uczyli mnie grać oraz poszczególnych zasad. Pod koniec meczu tylko ja nie miałam ani jednego punktu. W końcu nie wytrzymałam i kopnęłam piłkę z całą siłą jaką miałam w tamtej chwili i z zaskoczeniem stwierdziłam że 'wbiłam' zaskoczonemu Horanowi gola. Po całej napięcia chwili stałam w objęciach chłopaków, a później tarzaliśmy się na trawie.
Wszyscy zadowoleni oraz zmęczeni wróciliśmy do domu.
*

Kiedy wróciliśmy do domu, zrobiliśmy sobie stos kanapek z ... Cokolwiek wpadło nam do rąk. Zajadaliśmy się aż przyznaliśmy że zaraz "pękniemy".
Później oglądaliśmy telewizję. Co jakiś czas 'skakałam' raz po raz po kanałach, wyprowadzając tym Nialla z równowagi. Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi. Chłopak rzucił mi podejrzliwe spojrzenie. Szybko podbiegłam otworzyć.
Przede mną stała dwójka dzieci w podobnym wieku.
-Dzień dobry. Jestem Joe- przedstawił się chłopiec. Miał super słodkie dołeczki w policzkach i mogłabym go uważać za młodszego brata Harrego, ponieważ na głowie miał stertę uroczych loczków.
-A ja Charlie- dorzuciła dziewczynka. Nie wiem czy byli spokrewnieni, ale dziewczyna w niczym nie przypominała chłopca. Miała ciemno rude, proste jak druty włosy i zielone oczy oraz dużo piegów na całej twarzy.
-Widzieliśmy, mamy nadzieje, nowego kolegę. Chcielibyśmy się zapoznać. Możemy wejść?- zapytał grzecznie Joe. Przyjrzałam się dzieciakom.
-Jasne. Tylko zdejmijcie buty w korytarzu- powiedziałam miło zaskoczona. Wpuściłam ich do domu i zaprowadziłam do salonu.
-Sam masz gości. Idźcie na górę. OK?- powiedziałam i usiadłam koło Nialla. Mały niechętnie pokiwał głową, ale na widok dwójki dzieciaków (ja się ciągle upieram, że na widok Charlie) rozbłysły mu oczy i nie czekając ani chwili wziął znajomych za ręce i poprowadził w głąb domu.
Kiedy w pokoju zrobiło się pusto, Horan zaczął gładzić palcami moją skórę. Cokolwiek robił przechodziły mnie dreszcze. Coraz bardziej uparcie wpatrywałam się w ekran telewizora, lecz uśmiech wszystko zdradzał, ponieważ rozciągał się coraz bardziej.
-Wiesz co?- zapytałam retorycznie chłopaka, który teraz całował mnie w szyję przesuwając się coraz wyżej. Zamruczał w odpowiedzi -Nie dawno spotkałam mojego byłego...-skłamałam.
Chłopak oderwał się ode mnie i zmierzył mnie gniewnym wzrokiem. Znowu.
-Hmm?
-I wiesz wyprzystojniał, i urósł trochę, i... zauważyłam że zaczął chodzić na siłownie...
Patrzyłam się nadal w telewizor, rozkoszując się ciszą jaka nastała.
Poczułam jak Niall delikatnie ujmuje moją brodę i stanowczo przekręca tak, abym na niego spojrzała. Nie widziałam nic oprócz jego ni to gniewu, ni to zazdrości, którą miał w oczach. Uniosłam wysoko brwi.
-Żartujesz sobie ze mnie?- zapytał starając się opanować głos. Chciałam się roześmiać, ale nie mogłam psuć takiej atmosfery.
-Nie dałeś mi dokończyć- odburknęłam -A więc... Wyprzystojniał przez ten czas jak się nie wiedzieliśmy... Ale! Lecę na zazdrosnych blondynów z niebieskimi oczami- mówiłam ze śmiechem, patrząc jak momentalnie zmienia się wyraz na twarzy chłopaka. Teraz był gniewny i... napalony. Szybko położył się na mnie i wpił w moje usta. Oplotłam go rękoma wokół szyi. Czułam że chce mi pokazać że jest o niebo lepszy od mojego 'byłego', ale tak naprawdę nigdy nikogo takiego nie było. Zawsze były jakieś krótkie trzy spotkania, ale po nich każdy facet okazywał się świnią. A teraz? To był po prostu mój wymarzony sen...
Nagle zwaliliśmy się z kanapy, całe szczęście że na Nialla i walaliśmy się po podłodze. Najpierw ja byłam na górze, potem on. I tak na zmianę.
-Kocham cię- szepnął mi we włosy. Przeszył mnie dreszcz. Pocałowałam go namiętnie. Położyłam się na nim i poczułam ukłucie pod brzuchem. Roześmiałam się. Uśmiechnął się zawstydzony.
-Ekhem...? Co wy robicie...?- usłyszałam chrząknięcie za nami.
Zadarliśmy głowy i zobaczyliśmy stojącego nad nami Harrego, który trzymał Jess za rękę. Patrzyła też na nas mała Nicola, która trzymała się dłoni mojej siostry. Zarumieniłam się. Horan wstał z podłogi i pomógł mi. Wytrzepałam się i z powagą popatrzyłam na twarze tu wszystkich zgromadzonych. Byli ciekawi mojej odpowiedzi.
Chciałam szybko zmienić temat, aby wszyscy zapomnieli o tej sprawie, która miała miejsce.
-Gdzieś ty byłaś?- próbowałam skrzyczeć siostrę.
-U Harrego. I nie zmieniaj tematu!- odparła rozbawiona moją niezręcznością.
-Czemu macie Niki, gdzie jest Carma i Zayn?- zapytałam rumieniąc się jeszcze bardziej.
-Zaraz tu będą się opiekować małymi przez całą noc. I mam nadzieję że nic poważnego, na tym dywanie...?- powiedziała unosząc brew. Uśmiechnęła się łobuzersko, a ja oblałam się rumieńcem, ponownie.
-A co cię to obchodzi?!- ryknęłam zdenerwowana.
-Uuuuu- zaczął Harry chichocząc -Było coś naprawdę wartego uwagi!
Ominęłam roześmiane towarzystwo, przewracając oczami.
Kiedy byłam przy drzwiach do mojego pokoju, zastanowiłam się czy czegoś nie zapomniałam. Zawróciłam się i wzięłam Horana za rękę i znów poszłam w stronę sypialni.
-Idziecie z nami do klubu?!- krzyknęła Jess zza drzwi. Chciałam ją udusić własnoręcznie.
-Jasne!- odkrzyknął Niall. Zgromiłam go spojrzeniem. Spojrzał na mnie tak jakby miał zapytać mnie "no co?". Wzruszyłam ramionami i pokazałam uniesiony kciuk. Wymusiłam uśmiech i poszłam się ubierać.
Założyłam czarne spodnie, w które włożyłam bluzkę z czarnymi napisami oraz wiązane botki na wysokim obcasie. Jess ubrała się w skórzaną spódnicę, żółtą koszulę bez rękawów oraz czarne koturny.
Harry dał dla Niall wcześniej wzięte ubranie.
Po kilku minutach, kiedy Zayn i Carmen przyszli do domu, poszliśmy do luksusowego klubu.
*

Zamówiłam kolorowego drinka i poszłam do naszego stolika. Horan usiadł koło mnie i położył mi dłoń na kolanie. Nachylił się nade mną i zaczął nadgryzać płatek mojego ucha. Zachichotałam.
-Zatańczysz?- usłyszałam głos obok siebie. Spojrzałam do góry i zobaczyłam szeroko uśmiechającego się Harrego. Pokiwałam głową i wyciągnęłam do niego rękę, aby mi pomógł wstać. Po chwili poruszaliśmy się w takt muzyki. Chłopak przycisnął mnie do siebie.
-Niall jest zazdrosny...- powiedział mi do ucha, przekrzykując muzykę. Roześmiałam się. Popatrzyłam na Horana i faktycznie. Siedział naburmuszony co raz spoglądając w naszą stronę i rozmawiając z Jess.
Nagle podszedł do nich rozebrany od pasa w górę, przystojny Latynos. Zagadał do mojej siostry i po chwili odeszli na środek sali i zaczęli tańczyć nieprzyzwoity taniec. Spojrzałam na Harrego ciekawa co on z tym zrobi.
Był smutny. I to bardzo.
-Co się stało? Znaczy... Dlaczego jesteś smutny?- zapytałam zatroskana. Westchnął. Znaczy domyślałam się że westchnął. Wzięłam go za rękę i odciągnęłam do drzwi awaryjnych. Wyszliśmy na podwórko. Założyłam ręce na piersi i wpatrywałam się w chłopaka.
-Powiesz mi?- zapytałam.
-Bo...- szepnął -Latynos...- burknął jakby to coś miało być odpowiedzią na wszystko.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-I co? Nic nie zrobisz, aby uwolnić ją z tego zboczonego tańca z tym... Nie tak seksownym jak ty mężczyzną?
Widać było że się trochę ucieszył, kiedy go dowartościowałam.
-Ale... Bo... My... Nie jesteśmy parą. Nie mam prawa zakazywać Jess tańca z tym...- burknął podnosząc wzrok na jasno świecący księżyc. Roześmiałam się. Spojrzał na mnie zachmurzony, więc przestałam.
-Po tym wszystkim? Naprawdę?- zapytałam. Kiwnął głową.
-Harry?! Co z tobą?!- wykrzyknęłam -Ona cię naprawdę lubi. Ciągle wodzi za tobą tęsknym spojrzeniem i... Pewnie tańczy z tym chłopakiem dlatego, abyś ją w romantyczny sposób odbił i pocałował! A ty co?! Użalasz się nad sobą!
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Naprawdę?
-Tak
-Ale ze mnie głupek!
Wzięłam go za rękę i weszliśmy do pomieszczenia. Chłopak od razu pobiegł w stronę mojej siostry. Wyrwał ją od łap gorącego Latynosa, przyciągnął ją do siebie i złączył ze sobą ich usta. Po chwili obściskiwali się na parkiecie. Roześmiana szukałam wzrokiem Horana. Zobaczyłam go dopiero przy barze. Podbiegłam do niego i zasłoniłam mu oczy.
-Jess?- zapytał.
-Słucham?!- krzyknęłam siadając obok niego i czekając zdenerwowana na wyjaśnienia.
-Bee!- rozpromienił się.
-Tak. Czemu miała być Jess?
-Och, no wiesz...- speszył się -Ty i Harry....
Przewróciłam oczami i się szeroko uśmiechnęłam. Poprosiłam o mocnego drinka. Za jednym razem go wypiłam i poprosiłam o następny.
-Bee, spokojnie!- ostrzegł chłopak zaniepokojony moim zapotrzebowaniem na niecodzienną dawkę alkoholu. Roześmiałam się.
-Chcę się dzisiaj upić!- krzyknęłam.
-Nie- odpowiedział stanowczo, zabierając mojego drinka.
-Tak trochę- poprosiłam przykładając palce do siebie w milimetrowym odstępie.
-Nie. Bo będziemy tańczyć! Do końca imprezy- powiedział i pociągnął mnie w wir spoconych ciał.
Tagi: *8*
03.07.2014 o godz. 08:33
Zasługujesz na więcej
Na więcej niż masz,
Przecież jedno nam wszystkim
Dano miejsce i czas.
Zasługujesz na więcej,
Na więcej niż masz,
Więc spróbujmy coś zmienić,
Tyle siły jest w nas!

Kiedy wstałam, nie było przy mnie nikogo. "Czy to był tylko sen?" - pomyślałam. Rozejrzałam się. Nie, jednak to nie sen. Wszędzie były porozwalane ciuchy oraz moja bielizna. Wstałam z łóżka i się przeciągnęłam. Na parapecie siedział mój kot i gniewnie machał ogonem.
-Mort?- zwróciłam się do niego. Zwierzak odwrócił głowę w moją stronę. Zeskoczył z parapetu i przyszedł do mnie. Zaczęłam go drapać za uchem. Zamruczał, ale zaraz potem fuknął na mnie i strącił moją dłoń. Podbiegł do drzwi i wyszedł zostawiając mnie samą. Wzruszyłam ramionami i wyskoczyłam z ciepłej kołderki. Poszłam do kuchni. Od razu wszystkie rozmowy ucichły. Uniosłam brwi i spojrzałam na nich zdezorientowana.
-Cześć- powiedziałam, szybko mi odpowiedzieli. Wszyscy "niby" normalnie pili herbatkę po śniadaniu, ale było po pierwsze za cicho, a po drugie, byli bardzo spięci. Louis nawet stłukł dwie szklanki i ciągle mamrotał 'przepraszam', łapiąc się za włosy i kiwając się w przód i w tył. Po chwili zostałam sama z Carmen, ponieważ chłopcy wyprowadzili zdenerwowanego Louisa. Przestraszyłam się.
-Coś się stało? - zapytałam zachowując kamienną twarz, lecz coś wewnątrz mnie pękało boleśnie.
-Dzisiaj piątek- powiedziała, wykręcając palce i "strzykając" nimi. Na początku nie zrozumiałam o co jej chodzi. Po chwili zapaliła mi się żarówka nad głową i przypomniałam sobie że muszę odebrać moją siostrę z lotniska. Zerwałam się z krzesła i popędziłam wzdłuż korytarza. Chciałam wejść do swojego pokoju, ale ktoś złapał mnie w talii i nie pozwalał iść dalej. Odwróciłam się i spojrzałam na Harrego wściekłym wzrokiem.
-Gdzie idziesz?- zapytał zmartwiony. Wierciłam się niespokojnie.
-Do pokoju.- warknęłam -Puść mnie!
Zostawił mnie. Wślizgnęłam się do pokoju i zastawiłam drzwi komodą, ponieważ już nie miałam zamka z kluczem. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w jasnoróżową sukienkę w drobne kwiatuszki, jeansową kurtkę oraz białe trampki. Na głowę nasunęłam okulary przeciw słoneczne, które podtrzymywały moje niesforne włosy. Wzięłam kluczyki od mojego morskiego garbusa volkswagena rocznik '00. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy.
-Co?- zapytałam. Nie odpowiedzieli.
-Jedziesz sama?- w końcu odezwał się Liam. Spojrzałam na nich nic nie rozumiejąc.
-Tak- odpowiedziałam krótko i uniosłam wysoko brodę.
-Zaczekaj. Pojadę z tobą- rozkazał Niall.
-Nie- odpowiedziałam twardo.
Wyminęłam ich i skierowałam się do drzwi. Jednak szybszy był ode mnie Zayn i Louis. Zablokowali mi drzwi. Nawet te drugie od strony tarasu! Wkurzyłam się. Byli tacy cwani, ale nie pomyśleli o innych okolicznościach. Wyskoczyłam przez duże okno, z mojego pokoju, które wychodziło na pelargonie z różami, a obok parking z naszymi samochodami. Obejrzałam się dwa razy i w końcu skoczyłam. Na całe moje szczęście mam pokój na parterze więc nic wielkiego mi się nie stało. Lecz niestety podeptałam parę roślinek Carmen, ale wtedy miałam to głęboko gdzieś. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam ze stopą na gazie. Obejrzałam się. Daleko za mną biegł zdyszany Harry.
-Bee! Stój!- wrzeszczał. Zignorowałam go. Byłam uparta i zawsze dążyłam do swojego wyznaczonego celu. Nie zważając na żadne przeszkody. To była moja siostra, która dała mi drugą szansę. Nie chciałam jej zmarnować.
Po 15 minutach byłam już na lotnisku. Przed wyjściem czekała już zmęczona Jess. Miała tylko małą torbę podróżną i była ubrane w rozciągniętą męską bluzę oraz sprane jeansy. Sińce pod oczami bardzo się odznaczały na jej wychudzonej i bladej twarzy. Miała przetłuszczone włosy i zaniedbane brwi. Serce mi się ścisnęło, na myśl że to przeze mnie tak wygląda i tak żyła przez ostatnie parę lat. Wysiadłam i podeszłam do niej. Nieśmiało pomachałam dłonią.
Na moje zaskoczenie, podbiegła do mnie i przytuliła mnie. Bardzo, bardzo mocno. Popatrzyłyśmy na siebie ze wzruszeniem i się rozpłakałyśmy. Na środku ulicy.
Samochody zaczęły trąbić, więc szybko ruszyłyśmy w stronę mojego auta.
Pojechałyśmy na duże zakupy.
Wybrałam specjalnie dla mojej siostry krótką, czarną spódniczkę, która była lekko obcisła i uwydatniała krągłości mojej małej Jessy. Dziewczyna zdecydowała się na czerwone czółenka oraz białą bluzkę bez rękawów.
Późnym wieczorem wróciłyśmy do domu.
Myślałam że jak Jessica przyjedzie, rany znów się otworzą, dlatego tak spanikowałam. Lecz czułam się znacznie lepiej, tak jakby ciężar i poczucie winy spadło mi z serca.
W domu nikogo nie było, nawet zwierząt. Zaprowadziłam Jessy do jej pokoju.
Zauważyłam na blacie w kuchni, że leży kolorowa karteczka. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać.

"Przeszliśmy na większy dom. Mamy nadzieję że nie zrobiłaś sobie krzywdy! Przyjeżdżajcie szybciutko, czekamy!"

Ucieszyłam się że się nie gniewają za mój wybryk. Pobiegłam pomóc siostrze i po chwili jechałyśmy do chłopaków. Weszłam bez pukania. W korytarzu stał Loui z założonymi rękoma. Na nasz widok uśmiechnął się.
-Puka się- burknął i poszedł do salonu, zajadając swoje ulubione chipsy.
-Nie musi!- odkrzyknął Nialler, wychodząc z kuchni. W ręce miał paczkę żelek. Przytulił mnie i dał mi całusa w policzek. Uśmiechnęłam się i oderwałam się do niego.
-Wszyscy na kanapę!- rozkazałam ze śmiechem. Horan roześmiał się.
-Taką pszczółkę, to ja lubię!
*

Po kilku minutach tylko ja i Jess stałyśmy. Wskazałam na nią.
-To jest moja młodsza siostra - Jess. Jessica chyba znasz już chłopaków? Znaczy nie osobiście, ale pewnie słyszałaś o znanym zespole One Direction. Wiesz, ten co wrzuca biedne dziewczyny do basenu...
-Na pewno nie robimy tego bez powodu!- odgryzł się Harry, przerywając mi. Uśmiechnął się zawadiacko.
-Robi im malinki, a po kilku minutach znajomości zaprasza je do swojego domu.- mała pokiwała przecząco głową- Nie? Och, na pewno ich znasz!- powiedziałam i olśniewająco się uśmiechnęłam.
-Z tej strony ich nie znam!- wyszeptała lekko przerażona, a wszyscy wybuchli śmiechem. Mr. Styles wstał, podał ramię mojej siostrze i szarmancko się uśmiechnął.
-Oprowadzić cię?- zapytał. Dziewczyna zarumieniła się delikatnie.
-Jasne- powiedziała Jess, lecz lekko się zmieszała, jeszcze bardziej zarumieniła, odchrząknęła -Z miłą chęcią- wyszeptała.
Harry wziął ją za rękę i zaprowadził na górę. Niall, podszedł do mnie i od tyłu, objął w talii. Wtuliłam się w niego, rozkoszując się tą chwilą.
-Kocham cię, Hall- szepnął mi do ucha. Zachłysnęłam się powietrzem. Otworzyłam szeroko oczy i odwróciłam się do niego twarzą. Byłam taka wzruszona i zaskoczona.
-Niall, jesteś...
-Pewien? Jak najbardziej- przerwał mi i popatrzył z miłością w moje oczy. Ponownie zabrakło mi tchu.
-Chciałam powiedzieć że jesteś najukochańszym facetem na świecie. I... czuję że ja też kocham cię, Horan.
Chłopak nachylił się nade mną i lekko przyłożył swoje ciepłe usta do moich.
Louis zaczął pojękiwać i wydawać nieznośne dźwięki. Spojrzałam na niego zdenerwowana. Liam wyprowadzili ze śmiechem, go za drzwi.
Spojrzałam w lewo i zobaczyłam jak Carmen i Zayn się "miziają".
"Świetnie do siebie pasują"- pomyślałam z uśmiechem, zauważając to dopiero teraz. Nialler wziął mnie pod brodę i zaczął wszystko od początku. Czułam się wreszcie szczęśliwa. Miałam roześmianą siostrę, zwariowaną przyjaciółkę, dzikich przyjaciół oraz kochającego chłopaka.
"Tak, po tym wszystkim co przeszłam w życiu, zasłużyłam na to co teraz mam"- pomyślałam samolubnie.

**********************************************************

I co wy na to? Za bardzo przesłodzone? Czy brakowało wam czegoś? Bardzo chętnie poznam wasze zdanie:) Skoro już tu jestem... Tak to nareszcie wakacje! Więc jestem! Pod koniec roku szkolnego miałam jedno wielkie urwanie głowy, więc dlatego się usprawiedliwiam z mojej długiej nieobecności. Lecz w końcu jestem! Piszę! I dbam! Bardzo stęskniłam się za chłopakami, blogiem, opowiadaniem. A jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam ile jest wejść! Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy przeczytali moje wypociny. Kocham was.
Trzymajcie się cieplutko!
xoxoxooxox
C.
https://www.youtube.com/watch?v=L4U4PvONkXQ
Bez tytułu (2).png
Tagi: *7*
01.07.2014 o godz. 19:15
Rozpadające się iluzje boleśnie ranią.

Po całym dniu spędzonym z Niallem, byłam cała w skowronkach. Czułam jakby wyrosły mi z pleców skrzydła i zaczęła unosić się w powietrzu.
Chciałabym, aby te pocałunki trwały wiecznie. Aby jego ramiona zamknęły się wokół mnie w mocnym uścisku, już na zawsze. Aby gwiazdy w jego oczach codziennie lśniły coraz jaśniej. To miłość. Przynajmniej tak czułam.
Chciało mi się skakać i tańczyć. Puściłam sobie piosenkę Eva'y Simpson - "Silly Boy" i zaczęłam kręcić biodrami i wymawiać poszczególne słowa.
Zauważyłam Carmen stojącą na schodach, która mi się bacznie przyglądała. Podeszłam do niej tanecznym krokiem i pociągnęłam ją na środek korytarza. Rzuciłam do niej szczotkę, a sama wzięłam pilota od telewizora.
-Silly boy, silly boy! Why you acting, silly boy? Silly boy, boy, boy! Acting acting, silly boy?
Kiedy skończyła się piosenka, niespodziewanie stuknęłam Carmen swoim biodrem. Zrobiłam to z taką siłą że dziewczyna upadła. Roześmiałyśmy się. Podałam jej rękę, zataczając się przy tym na ścianę. Dziewczyna ujęła ją mocno i szarpnęła. Upadłam prosto na nią. Wybuchłyśmy jeszcze głośniejszym śmiechem.
Nagle rozległ się dzwonek telefony domowego. Popędziłam do aparatu, potykając się lekko o nasze 'mikrofony'. Przyłożyłam słuchawkę do ucha, mając nadzieję ze dzwoni Horan.
-Halo?- powiedziałam wesoło i zachichotałam. Zachowywałam się jak idiotka. "Więc to miłość robi z człowiekiem..." - pomyślałam i starałam się uspokoić.
-To ja- burknęła osoba mówiąca po drugiej stronie. Od razu mina mi zrzedła i dreszcz przebiegł mi po karku. Złapałam się na tym że przez dłuższą chwilę nawet nie oddychałam.
-Jess?- zapytałam tępo, modląc się w duchu, aby to nie była ona.
-Brawo geniuszu!- wypaliła -Tak to ja! Twoja siostra! Rodzona siostra!- wykrzyknęła wściekła -Nie poznajesz już mnie? A może nie chcesz mnie znać? Bo nikt tu już nie chce mieć ze mną wspólnego! Przyjeżdżam do ciebie w piątek!- warknęła i odłożyła słuchawkę. Słyszałam już tylko ciche pikanie telefonu i głos sekretarki mówiąca o tym że rozmowa się zakończyła. Odłożyłam słuchawkę na miejsce. Zsunęłam się po ścianie na podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam cicho pochlipywać. "Jess przyjeżdża" - powtarzałam to sobie jak mantrę.
Po chwili otrząsnęłam się i uciekłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwi tak mocno że cały dom się poruszył. Szybko zamknęłam je na klucz.
Łzy napłynęły mi do oczu. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać. Schowałam się do najciemniejszego kątka mojej garderoby i "wyłączyłam się". Natychmiast zaczęły napływać różne nieprzyjemne wspomnienia. Wspomnienia, które prawie mnie zabiły. Chciałam je odpepchnąć, chciałam zsunąć je w jak najdalsze zakątki mojego umysłu, ale były za silne, a ja za słaba.
Najpierw ujrzałam uśmiechniętych rodziców, którzy do mnie machali. Byli wtedy tacy rozpromienieni. Niczym się nie przejmowali. Mieli troski daleko za sobą. Nigdy by nie przypuszczali że tak szybko umrą.
Moja siostra taka mała i krucha. Kuliła się za ich nogami.
Później z przekrwionymi oczami, która rzuca się na mnie. Była wtedy naćpana i agresywna. Nigdy nie udało mi się tego wyrzucić z pamięci.
Zauważyłam że trzęsą mi się ręce. Chciałam je opanować, ale nie dałam rady.
Wtedy zobaczyłam ostatni obraz. Obraz, który był taki straszny że mógł prześladować mnie całymi dniami.
Przedstawiał Jess za kratami domu naszych dziadków...
"Zostawiłam ją samą z tym wszystkim! Jestem najgorszą suką!" - myślałam. Nienawidzę siebie i nigdy sobie tego wieczoru nie wybaczę...
*

Zadzwoniłam do Carmen. Cała się trzęsłam z chłodu, który był w tym domu. Nigdy nie palili w kominku i nie nagrzewali kaloryferów. Uważali za grzech, gdy ubierzemy się w coś co by chroniło nas przed przeziębieniem. Czułam się jak śmieć, który nikomu jest nie potrzebny. Zresztą... Byłam tak nawet traktowana. Poczułam piekąca szramę na policzku, kiedy nie dawno sprzeciwiłam się dla mojego dziadka, a ten wziął moją twarz i przycisnął ją do ceglanej ściany. Była strasznie nierówna i miała ostre krawędzie, dlatego bardzo się skaleczyłam. Siniaki pod oczami mówiły ile dni spałam. Burczało mi w brzuchu tak mocno że zgięłam się w pół, ale nie wypuściłam telefonu z ręki.
Adrenalina mi podskoczyła jak usłyszałam że ktoś schodzi po schodach.
Po pierwszym sygnale odebrała moja przyjaciółka i usłyszałam przyjemny dla ucha głos. Tak przypominający stare dobre czasy że aż zakręciła mi się łezka w oku.
-Pomóż mi, proszę...- wyszeptałam do słuchawki, po czym sygnał się urwał. Schowałam się szybko za kominkiem i czekałam.
*

Ten dom to był po prostu istna rzeźnia. Ciągle przychodzili nowi "koledzy" babci, tylko z tym szczegółem że do nas... Nigdy tego nie chciałam i nie życzę tego nawet największemu wrogowi! Dziadkowie z tego żyli. My byłyśmy tylko ciągle bite i wyzywane od najgorszych... Nigdy nas nie wypuszczali z domu. A kiedy się, któraś z nas postawiła od razu zaprowadzano ją do piwnicy.
Nie miałyśmy żadnego telefonu, ani internetu. Cudem zdążyłam zadzwonić do Carmy.
Jako moja najlepsza przyjaciółka zrobiła potajemną akcję, w którą wkręciła jeszcze kilku starych przyjaciół i pomogła mi się wyrwać, ale Jess została.
Uciekłyśmy do Londynu i nie miałam z nią więcej kontaktu, aż do teraz...
Zaczęłam mieć coraz gorsze dreszcze. Usłyszałam przeraźliwy wrzask.
Wyrywał się ze mnie. Szybko przestałam. Nie chciałam, aby ktoś mi pomógł, ani przeszkadzał.
Trzęsącymi rękoma wyjęłam z szuflady głęboko schowaną parę grubych, zimowych skarpet. A z nich ... kilka strzykawek z bezbarwną cieczą. Nakłułam sobie jedną, potem drugą, trzecią i czwartą, aż przestałam liczyć. Roześmiałam się głośno. Od razu mi ulżyło. Usłyszałam wybuch bomby niedaleko ode mnie. Skuliłam się i wcisnęłam pomiędzy stos ubrań. Nagle znalazłam się w powietrzu i ujrzałam pięknego blondyna. "Czy to anioł?" - pomyślałam. Słyszałam głosy.
-Czy to już niebo? - zapytałam, a raczej próbowałam zapytać bo zapomniałam jak się wymawia słowa.
-Co ona pierdoli?!- wykrzyknął męski głos. Rozpoznałam w nim Horana. Rozpłakałam się.
-Nie tylko nie to ... Niall, nie żyje Nigdy sobie tego nie wybaczę!- krzyczałam i próbowałam się wyrwać, ale na marne były moje wysiłki.
-Spokojnie, spokojnie...- mówiła kojący damski głos.
Później wszystko zlało mi się w jedną czarną plamę. Widziałam tylko łąkę, na której pasły się kolorowe króliczki. Podniosłam jednego z nich. Był puchaty, więc wtuliłam w jego sierść, twarz. Nagle poczułam ostry ból w palcu i z sykiem wypuściłam zwierzątko. Spojrzałam na niego wściekła, ale króliczek nie przypominał już ... króliczka. Miał inną twarz, jakby ludzką. Zaczęłam mu się przyglądać. Była to głowa Jess.
Krzyknęłam i przewróciłam się na trawę. Zwierzątko wstało i zaczęło nade mną krążyć, pomnażając się i przyprawiając mnie o mdłości.
-To ty to zrobiłaś!- syczało -Nigdy ci tego nie wybaczę!
Chciałam uciekać, krzyczeć ... cokolwiek! Tylko uwolnić się od tych natrętnych głosów. Zamknęłam mocno oczy. Później nic więcej nie słyszałam, nie czułam, ani nie widziałam...
*

Kiedy się obudziłam nie dałam rady nic zrobić, nawet otworzyć oczu. W uszach mi dzwoniło. Chciałam coś powiedzieć, ale wychodziły z tego same jęknięcia. Strasznie drapało mnie w gardle. W końcu zebrałam się na to aby poruszyć palcem. Na początku w ogóle mi nie wychodziło. Nie czułam niczego, oprócz dokuczliwego bólu. Łzy napłynęły mi do oczu. "Weź się w garść!" - skarciłam się i przeczekałam aż łzy zniknął. Kiedy tak się stało jeszcze raz spróbowałam. Udało się. Poruszyłam dłonią, później ręką. Powolutku otworzyłam oczy. Raziło mnie strasznie jasne światło z sufitu, więc je przymrużyłam. Zaczęłam machać ręką na prawo i lewo. Coraz szybciej i mocniej. Nagle uderzyłam w coś miękkiego.
-Auuu...- usłyszałam ciche jękniecie -Co do....!?- krzyknął ktoś i nic więcej nie powiedział.
Czułam jak pętla na mojej klatce piersiowej się zaciska. Nie wiedziałam co robić, więc poddałam się temu uczuciu. Po chwili zrobiło mi się bardzo mokro na brzuchu. Spanikowałam bo myślałam że to krew i usłyszałam głośne pikanie przy uchu. Z determinowaniem przekręciłam głowę w tamtą stronę. Zobaczyłam że jestem przymocowana do respiratora, a z mojej ręki wychodziły kilka rurek.
Dotknęłam czegoś co na mnie leżało. Poczułam krótkie i szorstkie w dotyku włosy. Od razu rozpoznałam że należą do Nialla, ale na wszelki wypadek spojrzałam i to mnie we wszystkim upewniło. Rozpłakałam się. Podjęłam decyzję że muszę otworzyć oczy szeroko, muszę zobaczyć całego chłopaka i sprawdzić czy mu nic nie jest. W końcu mi się to udało. Byłam zarazem szczęśliwa, jak i smutna jego zapłakanej twarzy.
-Niall...- udało mi się wychrypieć przez zaciśnięte bólem gardło. Położył mi palec na ustach.
-Cicho. Nic nie mów- szepnął i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnął się lekko i wstał z krzesełka. Próbował odejść, ale chwyciłam go za nadgarstek.
-Nie idź- powiedziałam smutna.
-Zawołam Carmen i zaraz będę- obiecał. Delikatnie go puściłam.
To jego "zaraz", dla mnie trwało wiecznie. W pewnym momencie do pokoju wparowała Carma. Przytuliła mnie i zaczęła pochlipywać.
-Och Bee! Nie wiesz jak się martwiłam. Tak się bałam, Bee. Jesteś moją rodziną. Zostałaś mi tylko ty. Tylko ty jesteś dla mnie najbliższą rodziną- szeptała rozhisteryzowana.
-Spokojnie, nic mi się nie stało- uspokajałam ją -I nie jesteśmy tak naprawdę rodziną- roześmiałam się. A raczej próbowałam -Jesteśmy tylko dziewczynkami, które się razem wychowywały...
Spojrzała na mnie rozgniewanym wzrokiem.
-Przecież wiem że tak nie myślisz!- skrzyczała mnie -A poza tym w rodzinie nie chodzi o więzy krwi, znaczy tak to bardzo pomocne, ale... Liczy się to jak drugą osobę znasz i kochasz.
Pokiwałam głową.
-A tak w ogóle co się stało po tym jak zamknęłam się w szafie? Nic nie pamiętam- wtrąciłam się do jej potoku słów. Widać było że dziewczyna niechętnie wspomina te chwile. Na jej czole pojawiły się zmarszczki zaniepokojenia. Dopiero teraz widać było jaka jest zmęczona i niewyspana, a to wszystko z mojego powodu. Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia.
-Byłam przerażona! Nie odpowiedziałaś, gdy cie wołałam. Zadzwoniłam po Horana. Przybiegł i powiedział że był jeszcze niedaleko. Wyważył drzwi. Sama nie wiem jak. Wyniósł cię z garderoby i zadzwoniłam po pogotowie. Całą noc tu przespałaś- powiedziała krzywiąc się. Spojrzałam w bok. Znów spojrzałam na respirator. Zrobiło mi się niedobrze.
-Zabierzcie mnie do domu...- jęknęłam -Gdzie jest Niall?- zapytałam gwałtownie.
-W stołówce. Nic nie jadł, a przecież to taki głodomór. Jak ty- uspokoiła mnie Carma. Do pokoju weszła pielęgniarka. Spojrzała na mnie z niechęcią.
-Dzień dobry. Jak się czujesz?- zapytała znudzonym głosem -Wiesz, powiem ci w prost. Dzisiaj, zaraz cię wypisujemy. Nie chcemy mieć nic wspólnego z narkomanami. Taka dobra rada, lecz się dziecko- powiedziała i wyszła. Mnie i Carmę zamurowało. Widać że dziewczyna była gotowa pójść i dać tej paniusi nauczkę, ale nie pozwoliłam jej.
-Cieszę się...- mruknęłam -Spakuj mnie, dobrze?- raczej oznajmiłam to zamiast zapytać. Skinęła głową. Po 30 minutach byłyśmy gotowe do wyjścia. Akurat w tym momencie wszedł Horan do środka i zrobił zdziwioną minę. Spojrzał najpierw na Carmen, później na mnie. Byłam blada jak ściana obok mnie i opierałam się o szafkę, więc nie dziwie się że wziął mnie na ręce i mocno przytulił. Nie protestowałam, tylko wtuliłam się w jego tors.
Ten tylko się uśmiechnął. Położył mnie z tyłu na kanapie. Obok mnie usiadła Carma. Przez całą podróż głaskała mnie po włosach. "Jak mi tego brakowało" - pomyślałam. Kiedy już byliśmy przed domem, sama wysiadłam z samochodu nie czekając na chłopaka. Zebrałam się w sobie i również pokonałam schody. Czułam się coraz lepiej. Tylko te argumenty nie docierały do moich przyjaciół. Traktowali mnie jak dziecko! Dopiero później przestałam protestować. Carma ciągle robiła mi kanapki i herbatkę. Oczywiście dzieliłam się wszystkim z Niallerem.
Pod wieczór przyszli chłopcy. Zayn zapytał się o moje samopoczucie i poszedł za Carmen do jej pokoju.
Dostałam 5 ślicznie kwitnących róż. Były delikatnie różowe i błyszczące.
Wszyscy wypytywali mnie o zdrowie. Odpowiadałam machinalnie "dobrze", co było zgodne z prawdą. Nikt mi nie uwierzył. Chłopcy przez cały wieczór poprawiali mi humor. Jak zrobiło się późno, Liam przysypiał.
-Chłopaki, do której zostajecie?- zapytałam trochę nieuprzejmie.
-Do jutra. Nie martw się- Louis puścił mi oczko -Nie będziemy wam przeszkadzać.
Zaczerwieniłam się. Nialla to wyraźnie bawiło. Chciałam to zaprzeczyć, ale uprzedził mnie Harry.
-Żartował- powiedział -Chyba.
Chłopcy wybuchli śmiechem. Musiałam szybko zmienić temat, jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Wstałam.
-Gdzie idziesz?- zapytali.
Nie odpowiedziałam, ruszyli za mną. Poszłam na strych i wygrzebałam stare koszulki facetów Carmy. Dla Liama - zieloną z nadrukiem Angry Bird'sa, dla Harrego - żółtą z czarnym napisem "najlepszy towar w mieście", dla Louisa - białą z wielką twrzą Elmo, i dla Nialla - czarną z białym napisem "dziewczyny, jestem już zajęty :)"
-Łapcie- powiedziałam i rzuciłam w ich stronę. -Jeśli macie zamiar tu spać to chociaż dam wam czyste koszulki i nie pytać skąd mamy tu tyle męskich koszulek!- uprzedziłam. Uśmiechnęłam się. Spojrzeli na mnie trochę zdziwieni. Później tylko wzruszyli ramionami. Ruszyłam w stronę łazienki.
-Idę się kąpać... Jak ktoś mi przerwie to będę naprawdę zła!- krzyknęłam z pomieszczenia. Wzięłam szybki prysznic i chciałam się przebrać w piżamę, ale przypomniało mi się że jej nie wzięłam. Owinęłam się przykrótkim ręcznikiem i wślizgnęłam się na korytarz. Już miałam otwierać drzwi od pokoju, gdy ktoś klepnął mnie po ramieniu. Przestraszona prawie nie puściłam ręcznika. Obróciłam się. Przede mną stał Harry. Wlepił wzrok w moje odsłonięte długie nogi i zaczął wzrokiem błądzić coraz wyżej. Zaczerwieniłam się i szybko weszłam do pokoju. Zatrzymałam wytrzeszczając oczy.
-Co wy tu robicie?!- wrzasnęłam na Nialla i Louisa, którzy stali i oglądali moje szafki z bielizną. Na moje słowa szybko się do mnie odwrócili. Teraz to oni wytrzeszczyli oczy. Stali tak wmurowani moim widokiem. Harry do nich dołączył.
-Kochanie- odchrząknął Horan zarumieniony -chyba powinnaś się ubrać.
Rzuciłam mu zdenerwowane spojrzenie.
-Och, no co ty nie powiesz!
Wzięłam piżamę i pobiegłam się przebrać. Była cała żółta z nadrukiem Spongebob'a na koszulce z krótkim rękawkiem, a na niebieskich bokserkach były namalowane bąbelki. Bojąc się znów coś narobią, szybko wróciłam do pokoju i zagoniłam ich do łóżka. Louis i Liam spali na materacach przyniesionych z góry. Niall i Harry oraz ja spaliśmy na moim łóżku. Gdyby pominąć że co chwilę, któryś z nich kładł mi rękę na buzi, plecach lub pupie, można by powiedzieć że miło mi się zasypiało. "Super" - pomyślałam i szybko zasnęłam.

************************************************************

Tak więc jest już kolejny rozdział! Mam nadzieję że się spodoba i mam informację do ogłoszenia. Jak wiecie zaraz będę miała na profilu 20 000 wejść, wiem że to takie dłuższe zaraz, ale... Wpadłam na pomysł, aby urządzić mały konkurs! Przysyłajcie mi swoje pomysły na to co się będzie działo z naszymi bohaterami, a ja sprytnie wplącze najlepszy pomysł w moje opowiadanie i do tego cały rozdział zadedykuję osobie, która wygra :) Swoje opinie na temat rozdziału i konkursu wyrażajcie w komentarzach.
Trzymajcie się cieplutko!
xoxoxooxox
C.
https://www.youtube.com/watch?v=YPIbULzCcCg
Tagi: *6*
23.04.2014 o godz. 10:39
Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.

Godzinę później, przypomniałam sobie o moich "malinkach". Zawołałam wszystkich i kazałam żeby usiedli.
Kiedy wszyscy klapnęli sobie na kanapie, spiorunowałam ich wzrokiem. Tak żeby się przestraszyli.
-Ops... Coś przeskrobaliśmy ... -szepnęła Carma i zachichotała. Mówiłam że lubi być 'niegrzeczna'?
Odkleiłam plastry.
Wszyscy wybuchli śmiechem, tylko ja byłam spokojna.
Znów spiorunowałam ich wzrokiem.
Od razu zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
Wskazałam na nieładne czerwone wielkie ślady.
-Kto mi to zrobił?- zapytałam. Nikt się nie odezwał. Ponowiłam pytanie. Cisza.
-Głusi jesteście? Niall, odpowiedz- dobrze wiedziałam że chłopak jeszcze nigdy nie okłamał dziewczyny. Mógł teraz to zaprzepaścić.
-Bee, nie rób mi tego!- powiedział cicho i złapał się za włosy. Chciał już wstawać, ale...
-Siadaj!- krzyknęłam. Usiadł i znieruchomiał. -Kto?- zapytałam. Spuścił nisko głowę.
-Ja- wyszeptał. Otworzyłam szeroko oczy i przyglądałam mu się oniemiała.
-J-jak to ty, Nialli?- zapytałam. Nikt nie zwrócił uwagi że słodko zmiękczyłam imię chłopaka. Nikt oprócz Carmen, ale w tym momencie nie zwracałam na nią większej uwagi, chociaż nie było to takie łatwe, ponieważ moja przyjaciółka wierciła się, mrugała do mnie a nawet machała i kopała mnie po kostkach.
-Tak. To ja zrobiłem, Bee- powiedział i spojrzał mi w oczy. Wiedziałam że kłamie. Jeszcze bardziej go polubiłam. Był słodki i do tego całą winę brał na siebie.
-Słodki jesteś, ale i tak wiem że to Harry- powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam. Odwróciłam się do lokowatego.
-Styles, jesteś w ciemnej dupie!- pogroziłam mu.
-Ale to nie ja! Znaczy tylko nie ja! Znaczy ja i Louis!- plątał się chłopak. Uniosłam jedną brew i założyłam ręce na piersi.
-Stary!- krzyknął Lou. Odwróciłam się do nich z groźną miną.
-Zemsta nadejdzie... Zapamiętajcie to sobie...- wymruczałam wkurzona i wyszłam na podwórko.
Harry i Louis wyszli aby mnie przeprosić. Nie dawałam się tak łatwo udobruchać. Ciągle odwracałam się do nich plecami i ich ignorowałam.
Kiedy byliśmy już koło basenu, nagle przytuliłam się do Harrego.
-Dobrze- westchnęłam i wtuliłam twarz w jego obojczyk. Uniosłam trochę głowę, aby widzieć w jakiej sytuacji jestem i zobaczyłam... Smutne oczy Horana. Ścisnęło mnie coś w żołądku. Odepchnęłam chłopaka tak szybko i tak mocno że wpadł prosto do basenu.
Nie mogłam uwierzyć że to zrobiłam. On też nie. Zresztą jak wszyscy, którzy stali obok mnie.
Uśmiechnęłam się triumfalnie nad wkurzającym się Harrym. Schyliłam się i potargałam jego mokre włosy.
-Ze mną się nie zadziera- powiedziałam.
Szybko okrążyłam basen i przytuliłam się do blondynka. Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go w policzek. Zauważyłam że się zarumienił.
-Wiedziałam że to nie ty!- powiedziałam i śmiesznie zmarszczyłam nosek. Obrócił mnie tak, abym była do niego twarzą. Zarzuciłam mu ręce na szyję i czekałam.
Nagle coś mokrego złapało mnie od tyłu i przerzucił przez ramię.
-Nie wrzuca mnie się do wody!- krzyczał Harry.
-Niall! Pomocy! Pomocy!- krzyczałam i piszczałam oraz próbowałam się wyrwać, ale byłam za słaba. Nikt się nie ruszył. Wszyscy skręcali się ze śmiechu.
Próbowałam wyrwać się jakoś z uścisku Stylesa, ale było już za późno...
Wskoczył ze mną do wody.
Krzyknęłam oburzona i zaczęłam go podtapiać.
-Co ty sobie...- chlapnęłam na niego -... myślałeś?!- zapytałam i się roześmiałam. Złapał mnie w talii i obrócił mnie oraz przycisnął do swojego mokrego ciała, tak że opierałam się plecami o jego klatkę piersiową. Przybliżył usta do mojego ucha i lekko podgryzł je. Przeszedł mnie dreszcz i się zaśmiałam.
-Hej!- krzyknął Niall i wskoczył do basenu. Podpłynął do mnie i wziął mnie na ręce. Odszedł trochę od Hazzy i postawił mnie na nogi. Woda sięgała mi do pasa. Nialler ujął moją twarz w obie dłonie i lekko złączył ze sobą nasze usta. Zarumieniłam się, słysząc okrzyki dopingujące, szczególnie ze strony Carmen.
Później wszyscy wskoczyli do basenu i graliśmy w grę. Ja z Carmen wchodziłyśmy dla chłopaków na ramiona i miałyśmy spychać się do wody. Pierwszą rundę wygrałam z Horankiem. Później piątą z Louisem i końcową z Stylesem.
Kiedy zauważyłam że już powoli zaczyna się ściemniać, podziękowałyśmy chłopakom za dobrą zabawę, wymieniłyśmy się numerami i zgarniając po drodze zwierzaki poszłyśmy do domu.
*

Następnego dnia rozmyślałam nad planem zemsty nad Louisem. Kiedy byłam bardzo zajęta, Carmen wparowała do mojego pokoju. Zebrałam pospiesznie wszystkie kartki, które walały się na łóżku i podłodze. Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek.
-Puka się- warknęłam. Zachichotała.
-Chyba się ucieszysz że ci przerwałam- powiedziała i mrugnęła do mnie. Odsunęła się od drzwi.
Za nią stał Niall.
Spojrzałam na siebie.
Byłam tylko w bokserkach i podkoszulku i rozpiętej koszuli w kratę. Wyglądałam jak strach na wróble. Nie mówiąc już o rozmazanym makijażu i moim rozwalonym kłosku.
Zaczerwieniłam się. Niall uśmiechnął się szeroko.
Carmen jakby wiedziała że chcę ją zamordować, uciekła z pokoju i zostawiła nas samych. Wstałam i rozpuściłam moje włosy, tak żeby opadały luźno na moje ramiona. Przeczesałam palcami niesforne włosy i próbowałam zmyć trochę tuszu do rzęs z policzka. Kiedy myślałam że jest w miarę w porządku, położyłam dłonie na biodrach i starałam się nie zrobić głupiej miny.
-Hej- powiedziałam nieśmiało, patrząc na niego. Podszedł do mnie trochę bliżej i delikatnie założył mi niesforny kosmyk włosów, który opadał mi na twarz za ucho. Zarumieniłam się lekko.
-Cześć. Obiecałaś że pójdziesz ze mną do kina- wypalił i uśmiechnął się łobuzersko.
-Tak, no jasne. Daj mi tylko pół godzinki na zrobienie z siebie... coś podobnego do wyglądu ludzkiego, bo wyglądam jak nie wiadomo co- powiedziałam i zaprowadziłam go na swoje łóżko.
Kiedy miałam już odchodzić, złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Tak niespodziewanie to zrobił że zwalił mnie z nóg i upadłam na jego klatkę piersiową, również przewracając go na plecy. Stykaliśmy się nosami.
Zarumieniłam się. Mój oddech przyspieszył. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam że błyszczą z podniecenia i strachu.
Zaczął mnie delikatnie całować. Wplątałam mu dłonie we włosy i zamknęłam oczy, pozwalając mu na to. Uśmiechnęłam się i oderwałam się od chłopaka. Spojrzałam na niego ciekawym wzrokiem.
-Na co idziemy do kina?
-Ty to wiesz kiedy coś powiedzieć- powiedział i się roześmiał -A jak już jesteś taka ciekawa to na akcję "filmy z dzieciństwa", gdzie jak sama nazwa wskazuję wybirają filmy sprzed kilku lat i puszczają.
Roześmiałam się.
-A jakie filmy losują? Barbie i księżniczka oraz żebraczka?- powiedziałam i podeszłam do mojej szafy z ubraniami.
-Czasami- powiedział roześmiany -I mówię to na poważnie! Wybrałem te filmy ze względu na ciebie... Już wiem że nie lubisz horrorów.
Spojrzałam na niego zdziwiona i zarazem poruszona.
-Jeju Niall! -pisnęłam i się na niego rzuciłam znów przewracając go na plecy. Wpiłam się w jego usta i nie chciałam się od niego odrywać. Był taki... Idealny. Lecz ideałów nie ma na świecie... Choć może teraz mi się jeden znalazł.
Horan położył mi dłonie na biodrach i zaczął delikatnie odsuwać od siebie. Roześmiałam się i pobiegłam się ubierać.
Założyłam na siebie beżową spódnicę za kolano, pastelowo pomarańczowy sweterek, czerwone czółenka oraz naszyjnik od Carmen. Do tego wzięłam kopertówkę na ramię, która była tego samego koloru co buty.
Związałam włosy w koczka i poszłam się lekko umalować.
Kidy byłam już gotowa wzięłam Niallera za rękę i wyszliśmy na dwór. Było dość ciepło jak na koniec wakacji, ale i tak wtuliłam się w ramię chłopaka i co jakiś czas spoglądałam na niego.
Przespacerowaliśmy się do kina. Trochę bolały mnie nogi, ale się nie skarżyłam.
Przed wchodzeniem na salę Niall kupił masę niepotrzebnych rzeczy. Trochę pomarudziłam że to nie będzie takie ważne i się zmarnuję, ale... Na samych reklamach chłopak zjadł połowę rzeczy. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale uparł się że on tego nawet nie tknął.
-To kto to wszystko pożarł?- zapytałam rozbawiona.
Wskazał na mnie palcem. Machnęłam ręką i strąciłam jego dłoń.
Puścili akurat film 'Meridę waleczną'.
Pod koniec filmu zakręciła mi się łezka w oku. Czekałam aż zleci mi na policzek i zsunie się na materiał mojej bluzki, ale gdy była w połowie drogi, Niall przytknął palce do mojego policzka i starł łzę. Spojrzałam na niego czułym wzrokiem. Dziewczynki, które siedziały przed nami odwróciły się i zaczęły cicho szeptać sobie coś do ucha i patrząc na nas z uśmiechami. "Ohh! Jakie to słodkie"- powiedziała, któraś z nich. "Patrz jak on na nią patrzy!"- usłyszałam drugi piskliwy głosik. Uśmiechnęłam się zawstydzona i chciałam odwrócić głowę, ale chłopa złapał mnie pod brodę i delikatnie złączył nasze usta ze sobą. Usłyszałam chóralne westchnienie i poczułam że Niall drży. Nie ze strachu czy z zimna, tylko ze śmiechu. Odsunęłam się od niego i posłałam mu karcące spojrzenie. Schował twarz w bluzie i więcej się nie odzywał.
Kiedy włączyły się światła, kopnęłam go w kostkę i podniosłam się, zabierając swoje rzeczy. Niall chwycił mnie za rękę i wymaszerowaliśmy z pomieszczenia chichocząc z niewiadomych powodów.
Później poszliśmy na do parku na lody. Wybrałam waniliowe. Oczywiście Horan wybrał trzy gałki o dotąd mi nieznanych smakach.
Kiedy spacerowaliśmy po opustoszałym parku, spadła mi gałka lodów na ziemie. Otworzyłam szeroko buzie i wpatrywałam się w rozpłaszczone lody jakby były moim najukochańszymi przedmiotami.
Niall wspaniałomyślnie oddał mi jedną ze swoich gałek.
Pod koniec wieczorku przechodziliśmy koło fontann i zaczęła się bitwa na wodę. Byłam cała mokra i zmarznięta, tak samo jak Horan, ale nawet to nie powstrzymało naszego chichotania.
Później zrobiło się bardzo ciemno.
Niebo było bez chmurne, więc wszystkie gwiazdy były widoczne. To była magiczna chwila.
Popatrzyliśmy w tym samym momencie na niebo i się uśmiechnęliśmy.
Chłopak złapała mnie za rękę.
-Na niebie złote gwiazdy, a w sercu złote sny... Do życia mam ochotę, gdy obok jesteś Ty.- wyszeptał mi do ucha.
Przytuliłam się do niego.
Kiedy odprowadził mnie pod dom zaczęliśmy znów od początku się całować, ale przerwała nam Carma, wychodząc z domu i wrzeszcząc "telefon do ciebie!".

**********************************************************

Oh moje cukierki jak ja lubię pisać takie rozdzialiki i coraz bardziej zbliżać do siebie głównych bohaterów! Co myślicie o takiej 'love story'? Ja osobiście trzymam kciuki za Bee i Nialla:) Ale również Carmen i Zayna.
Trzymajcie się cieplutko!
xoxoxooxox
C.
https://www.youtube.com/watch?v=5rjcNsLezW8
A i macie tu takie dupery ♥
1d10.png
Tagi: *5*
06.04.2014 o godz. 13:52
Miłość jest czekaniem na szelesty, listy, na pukanie do drzwi.

Nagle otworzyłam oczy i zaczęłam szybko oddychać. 'Przestań to był tylko sen. Nigdy nie poznałaś One Direction i nie byłaś na ich koncercie. To był tylko sen'. Lecz coś poczułam na swoim brzuchu. Męska ręka obejmowała mnie w pasie. Była strasznie wielka. 'Boże, nic nie pamiętam i budzę się z mężczyzną w łóżku!'. Na szczęście był to Niall. Niall?! 'Czyli ze to wszystko mi się nie przyśniło.' Odetchnęłam z ulgą.
Rozejrzałam się. Byłam w innym pokoju niż w tym, w którym zasnęłam. Wokoło widziałam 'męski bałagan'.
Pewnie to pokój chłopaka - pomyślałam kiwając głową. Głupia na pewno to pokój chłopaka! Bo kogo innego? Zachichotałam ze swojej głupoty.
Kiedy popatrzyłam za siebie, zdziwiłam się widząc smacznie śpiącego Harrego, ale było bardzo przewidywalne ujrzeć go w moim łóżku. Ale nie spodziewałam się że aż dwóch mężczyzn będzie chciało ze mną spać.
Popatrzyłam na nich. Spali jedynie w bokserkach. Rumieniąc się gwałtownie, odwróciłam wzrok.
Popatrzyłam na siebie. Byłam ubrana jedynie w majtki i o wiele za duży zielony T-shirt z nadrukiem Pac-mana oraz czułam brak stanika... Modliłam się w duchu że to Carmen mnie przebierała.
Wstałam z łóżka tak, aby nie obudzić chłopców. Zmierzałam w stronę biurka, na którym leżał mój telefon. Niestety w połowie drogi zahaczyłam o coś i upadłam na twarz.
Spłoszona, zerknęłam na chłopców.
Nie chciałam, aby się budzili... Czułabym się jeszcze bardziej stremowana.
Na moje szczęście, nie poruszyli się o milimetr. Odetchnęłam z ulgą.
Wstałam i wytrzepałam się. Odwróciłam się w stronę biurka i sprawdziłam godzinę. 8.43.
Nagle, z moją zręcznością wypuściłam go z rąk i upadł mi na miękki dywan. Schyliłam się po niego, coś mrucząc pod nosem w stylu 'jaka ja niezdarna'. Kiedy chwytałam urządzenie, ktoś za mną zagwizdał. Wyprostowałam się gwałtownie i oblałam się rumieńcem. Nawet się nie obróciłam tylko od razu podbiegłam do drzwi.
Chciałam nacisnąć klamkę i czmychnąć stamtąd do swojego domu oraz wtulić się w mojego kotka, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i szarpnął tak że się do niego odwróciłam.
Potem delikatnie mnie przyciągnął do siebie i się uśmiechnął łobuzersko.
Zaskoczona, odepchnęłam Harrego i wybiegłam z pokoju.
Nie wiedziałam gdzie jestem. Znaczy wiedziałam że jestem w jakimś korytarzu. Z bardzo dużą ilością drzwi, kolorowych drzwi. Wzięłam głęboki oddech i wpadłam bez pukania do pierwszego pokoju.
-Co do ... ?! - wykrzyknął ktoś. Obiegłam pokój wzrokiem i jak nie znalazłam tam mojej przyjaciółki, wyszłam pośpiesznie. Za drugim razem miałam więcej szczęścia.
Co prawda nie znalazłam tam Carmen, ale Liama, który jeszcze spał. On jeden z całej czwórki wydawał się najrozważniejszy, ale był słodki i opiekuńczy - tak jak mówiła Carmen.
Usiadłam na skraju jego łóżka i wpatrywałam się w jego dłonie.
-Czemu tak siedzisz?- zapytał nagle. Podskoczyłam z przerażenia.
-Liam!- fuknęłam na niego. Zaśmiał się i powiedział 'przepraszam'
-Ale co ty tu robisz?
-Nie wiem? Spałam z dwoma facetami w łóżku... Są zboczeni i... Nie za bardzo się znamy? Rozmyślałam nad tym kto mnie przebrał i... Gdzie jest moja przyjaciółka...? Oraz czy nie mogłam się do ciebie przytulić i spokojnie poleżeć?
Potarł swoje oczy i zachęcił mnie ruchem głowy. Odchyliłam kawałek kołdry i przytuliłam się do chłopaka.
Położyłam na jego łydkach moje zmarznięte stopy i ku mojemu zaskoczeniu Liam nawet nie drgnął.
-Liam? -zapytałam cicho.
-Tak?
-Czy mogę cię o coś zapytać? A w sumie o dwie albo o trzy rzeczy?
-Jasne.
-Nie wykorzystasz tego że leżę obok ciebie pół naga?... To znaczy... Bo... Riley, on... No nie wiem... A ty... I Cooper ...- zaczęłam się jąkać.
-Spokojnie. Cooper cię lubi i to bardzo, a Riley ma chrapkę na wszystkie piękne panie. Co do mnie to jestem godny zaufania- oznajmił i ziewnął.
-Przepraszam- bąknęłam.
-Za co?-zdziwił się chłopak.
-No... Przecież widać po tobie że nie chcesz mi wyrządzić krzywdy...
-O to ci chodzi? Nie martw się. Nie uraziłaś mnie- powiedział i pogłaskał mnie po włosach.
-Co wczoraj robiliście?- zapytałam po jakimś czasie.
Chłopak westchnął i cicho zachichotał.
-Kiedy zasnęłaś, zostawili cię na kanapie i wzięli z kuchni, kilka kieliszków oraz alkohol. Ja nie mogę pić za dużo, dlatego nie mam kaca ani nic- usprawiedliwił się, kiedy uniosłam lekko brwi -Hmmm... Po paru turach, zaczęli grać w wyzwania. Nie mogę ci powiedzieć kto ci to zrobił, ale mogę ci dać parę plastrów, aby tego nie było widać.
-Czekaj o czym ty mówisz?- zapytałam zbita z tropu.
-Och... Ty jeszcze tego nie widziałaś?- zapytał zaskoczony.
Pokręciłam niepewnie głową.
Wyszedł z pod kołdry i podszedł do wielkiego lustra wiszącego na ścianie. Gestem mnie przywołał i spojrzeć na mój dekolt oraz brzuch i szyję. Na wskazanych miejscach widniała 'malinka'. Wydałam z siebie zduszony okrzyk.
-A-Ale jak to, do cholery?! -wykrzyknęłam dotykając zaczerwienionych miejsc.
-Spokojnie, Bee. Pozwól że dokończę opowiadać.- powiedział grzebiąc w szafce nocnej -Kiedy byli już zmęczeni tymi wszystkimi wyzwaniami, Niall wziął cię na ręce, ale się zachwiał i prawie się wywalił, więc ja przejąłem ciebie i wszystkich odprowadziłem do pokoi. Wiesz co? Śpisz jak kamień- uniosłam znacząco brwi -Carmen cie przebrała, więc nie ma powodu do zamartwiania- podał mi plastry -Na początku byłaś w pokoju razem z Carmen, ale potem to nie wiem, bo poszedłem spać. Rzeczywiście słyszałem chichoty na korytarzu, ale nie chciało mi się ich uspokajać. Potem nic nie słyszałem- wzruszył ramionami -I widziałem jak patrzy na ciebie Horan. Nie zmarnuj tego.
Zarumieniłam się lekko i nie wiedziałam jak odpowiedzieć.
-Nie masz pożyczyć dla mnie jakiś spodenek?- zapytałam -Muszę iść do domu i zaopiekować się zwierzakami.
-Coś się tam znajdzie- mruknął i spojrzał do swojej szafy -To może ci pasować- podał mi niebieskie żeńskie hawajki. Spojrzałam na niego podejrzliwie -Dostałem nie tą paczkę- powiedział i się zarumienił.
Bez protestów włożyłam wygodne spodenki i już miałam wychodzić.
-Bee, poczekaj! Pomogę ci!-powiedział i naciągnął na siebie inną koszulkę. Wziął z szafki kluczyki i sprowadził mnie na dół. Wsiedliśmy do innego samochodu niż wczoraj i poprowadziłam Liama, w którą stronę ma jechać. Po kwadransie byliśmy już pod domem.
Kiedy otwierałam drzwi, usłyszałam ujadanie Miśki i zawodzenie Morta. Zaprosiłam chłopaka do środka i zamknęłam po nim drzwi. Po paru chwilach Miśka zaczęła skakać na mnie i na Liama.
-Lubi moich znajomych- powiedziałam -Nie przestrasz się.
-Słodka. Jak się nazywa?
-Miśka.
-A kiciuś?
-Mort- powiedziałam spokojnie.
-Mort? Śmierć - po łaci...
-Tak- przerwałam mu -Dostałam go jak byłam mała. To jedyna rzecz , która mi pozostała po rodzicach.
-Och. Czyli twoi...?
-Zmarli....
-Tak mi przykro...- powiedział i przytulił mnie. Odsunęłam się od niego i się lekko uśmiechnęłam.
-Nic mi się nie stało. Dobra, ja pójdę się przebrać, a ty możesz dać z pierwszej szafki od lewej na górze, suchych płatków dla zwierzaków?
Kiwnął głową. Cmoknęłam go w policzek i popędziłam na górę się przebrać. Wygrzebałam z szafy luźną koszulkę z napisem 'Pretty girl' i krótkie pastelowo-różowe spodenki.
Po jakichś 10 minutach zeszłam do dużego pokoju i zobaczyłam Liama leżącego na ziemi i przygniecionego rozbawionym psem. Roześmiałam się.
-Śmiej się, dobra!-krzyknął, ale po chwili też się roześmiał.
Zawołałam Miśkę i zapięłam ją na smycz. Wypuściłam Morta na dwór i zamknęłam drzwi na klucz. Przez całą drogę wypytywałam Payne'a o Nialla.
Zmierzaliśmy w stronę domu chłopaków, a za nami szedł mój kocór.
Przy drzwiach zapukaliśmy, bo Liam nie miał przy sobie kluczy.
Otworzył nam drzwi Louis.
-Gdzie wy się podziewaliście?!- huknął na nas Tomlinson. Przeszliśmy obok niego niewzruszeni -Chłopaki tu są!- krzyknął w stronę jakiegoś pomieszczenia. Podeszłam do psa i rozpięłam go ze smyczy. Kiedy wstałam, ktoś objął mnie w pasie od tyłu i mocno przytulił. Poczułam zapach perfum Nialla. Zaskoczona nie zauważyłam kiedy do pokoju weszli Zayn ze zmartwioną Carmen na czele. Kiedy mnie zobaczyła zobaczyłam na jej czole zmarszczkę, która pojawiała się tylko wtedy kiedy dziewczyna była zdenerwowana.
-Nigdy więcej tak nie znikaj!- krzyknęła, przytulając się do mnie.
-Obiecuję- powiedziałam.
-Grupowy przytulas!- wypalił Lou i nagle zrobiło się bardzo tłoczno. Kiedy rozchodziliśmy się, zaplątaliśmy się nogami i upadliśmy na podłogę. Zwijając się z bólu, wszyscy wybuchli śmiechem.
-Co to za słodki kiciuś?- wykrzyknął Harry na widok Morta -Kto jest słodziusim maluszkiem?- pieścił moje zwierzątko za uszami, zmieniając śmiesznie głos. Roześmiałam się.
-Ma na imię Mort, to mój pieszczoch- oznajmiłam.
-A piesek należy do Carmen?- zapytał Zayn bawiąc się z Miśą.
-Yhym- powiedziałam i się szeroko uśmiechnęłam.
-Chodźmy na dwór pobawić się z pieskiem!- pisnął Louis i wybiegł na dwór. Zostałam tylko ja, Harry i wniebowzięty kot.
-Powiedz mi- zaczął -Lubisz Nialla?
Zarumieniłam się. Mocno się zastanowiłam jak by tu odpowiedzieć i się nie zdradzić z moimi uczuciami.
-Lubię Nialla oraz Liama, no i ciebie... Zayna-odpowiedziałam wymijająco. Uśmiechnęłam się.
-Nie w takim sensie...- burknął -Podoba ci się ?
Coś ścisnęło mi się w żołądku.
-Bo mi się bardzo podobasz, Bee- powiedział ktoś za moimi plecami. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Niallera. Trzymał w ręku małego, czerwonego goździka. Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
-Och...
-B-britney?- zająknął się. Widać że był zestresowany -umówisz się ze mną?
Mowę mi odjęło. Riley szturchnął mnie w ramię. Spojrzałam na niego. Wcale nie był zazdrosny. Wręcz przeciwnie... Był dumny?
-J-jasne- powiedziałam. Chłopak cały w skowronkach podbiegł do mnie i się nachylił. Przycisnął swoje usta do moich i mnie pocałował. Zakręciło mi się w głowie. Niall odsunął się tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Ze zdziwieniem uznałam że mi się to bardzo podobało i chcę, aby jeszcze raz to się powtórzyło.
-P-przepraszam, to było pod wpływem impulsu i...
-W takim razie... Możesz mieć wpływ impulsu bardzo często- szepnęłam, przerywając mu i uśmiechnięta od uch do ucha, podeszłam do chłopaka. Stanęłam na palcach i przyciągnęłam głowę chłopaka do siebie i złączyłam nasze usta

***********************************************************

Hej kociaki!:) Wiem, wiem. Długo nie było następnego rozdziału, ale już mówiłam co mi w tym przeszkadza. SZKOŁA. Mam spore zaległości i tu i w szkole, więc staram się je jak najszybciej nadrobić. Mam nadzieję że będę zamieszczać tutaj rozdziały regularnie, ale pamiętajcie że nie zawsze to się udaje.
Trzymajcie się cieplutko!
xoxoxooxox
C.
Zainspirował mnie ten kawałek!
https://www.youtube.com/watch?v=UqSww10eeKw
Tagi: *4*
26.03.2014 o godz. 11:15
Zna­jomość nie jest tyl­ko przywitaniem.


Kiedy ustaliłyśmy że na pewno jadę na koncert, Carmen powiedziała mi że mam tylko dwie godziny, aby się przygotować. Spojrzałam na nią z pode łba. Wzruszyła ramionami niczym niewzruszona.
Szybko umyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Ubrałam krótkie jeansowe spodenki, luźną bluzkę z nadrukiem flagi Anglii, pod spodem czarny obcisły top, skórzane, brązowe botki oraz parę bransoletek. Przetrząsnęłam moją szafę i znalazłam moją małą skórzaną torebeczkę. Włożyłam do niej moją komórkę, błyszczyk, chusteczki i inne potrzebne rzeczy.
Włosy zostawiłam rozpuszczone, tzn. lekkie fale delikatnie spływające po moich ramionach.
Nałożyłam mój szczęśliwy wisiorek w kształcie sowy i zbiegłam na dół.
-Gotowa!- krzyknęłam i poszłam do kuchni. Przy stole stała moja przyjaciółka -Wyglądasz ... Ś-ślicznie!- wykrzyknęłam, gdy zobaczyłam Carmen w całej okazałości.
Miała na sobie krótkie, czarną spódnice z dłuższym tyłem, wysokie koturny dobrane pod kolor spodenek, czarną prześwitującą bluzkę z frędzelkami a do tego! Fluorescencyjny zielony stanik...
Uśmiechnęła się szeroko i lekko zarumieniła.
-Dziękuję. Ty też się nieźle odpicowałaś.- teraz to ja się uśmiechnęłam -Zadzwonię po taksówkę i jedziemy.
-Dobra- powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Czekałyśmy jakiś czas, ale w końcu zauważyłyśmy czarny samochodzik.
Kiedy wysiadłyśmy przed salą na której miał się odbyć koncert, czułam jak mam motylki w brzuchu. Koszmarne owady latały po całym moim ciele, ciągle mnie dręcząc.
Stałyśmy w bardzo długiej kolejce, ale kilka było sprzeczek i niedogodzeń z ochroniarzami i... Kilka osób wypadło z kolejki. Carmen gdy tylko weszła do zatłoczonej auli, od razu pochłonął ją wir ludzi. Stałam tam osłupiała i nie wiedziałam co robić, aż nagle 'coś' złapało mnie za ramię. Krzyknęłam przestraszona, ale na nic się to nie zdało, ponieważ i tak był już przeraźliwy hałas. Odwróciłam się i zamierzałam napastnikowi dać w twarz, ale kiedy uniosłam rękę odskoczył. ODSKOCZYŁA.
-Co ty, do cholery, robisz?!- krzyknęła mi do ucha moja przyjaciółka. Uśmiechnęłam się przepraszająco. Carmen przewróciła oczami. Mocno zacisnęła palce na moim nadgarstku i pociągnęła mnie w kierunku tłumu. Przepychała się łokciami i... Czym tylko mogła! Nie wiem jak, ale po kilku minutach byłyśmy pod samą sceną.
Kiedy zespół wyszedł , od razu zauważyłam Harrego. Omamił mnie tymi swoimi zielonymi oczami i stałam tam jak zahipnotyzowana.
"Tak, to na pewno był on" - pomyślałam.
Obok niego szedł roześmiany blondynek. Wskazałam go palcem i zapytałam Carmen o jego imię. Usłyszałam tylko "Niall". Kiedy grali ostatnią piosenkę, Harry przejechał wzrokiem po tłumie fanek.
Od końca aż do początku. Trochę to trwało, ale... W pewnej chwili nasze spojrzenia się skrzyżowały.
Chłopak zmrużył oczy i przez chwilę badawczo mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się nieśmiało i pomachałam mu.
Otworzył szeroko oczy i bezgłośnie zapytał "Britney?". Pokiwałam twierdząco głową.
Dopiero wtedy Harry uśmiechnął się.
Kiedy skończyli grać jedną z piosenek, złapał mnie za rękę i wyciągnął z tłumu. Fanki oszalały i zaczęły jeszcze głośniej się zachowywać. Harry objął mnie i dał mi buziaka w policzek. Chłopaki zaczęli mi się dziwnie przyglądać, ale później zaczęli grać i śpiewać. Przez całą piosenkę tańczyłam z loczkiem. Byłam trochę skrępowana i było mi niezręcznie, ale później wszystko jakoś tak z łatwością minęło i się bardzo dobrze bawiłam. Kiedy ostatnia piosenka dobiegła końca, chłopacy zbierali się do wyjścia. Chciałam zejść ze sceny, ale Harry złapał mnie w talii i nie chciał puścić.
-Jestem tu z Carmen- wykrzyczałam do niego i się roześmiałam.
-Gdzie jest?- od krzyczał mi.
Wskazałam na "cycastą" dziewczynę. Przyglądał się jej chwilę, ale otrząsnął się i od razu ją wyciągnął.
Objął nas w taliach i poprowadził za kulisy.
Kiedy było już w miarę cicho, chłopak uściskał mnie lekko.
-Fajnie cię znowu widzieć - powiedział i uśmiechnął się.
Ja odwzajemniłam ten gest.
Carmen odchrząknęła wyraźnie poddenerwowana.
-A tak Harry, to jest Carma. Carmen, Herrego już mniej więcej rozpoznajesz-przedstawiłam ich. Uśmiechnęli się i podali sobie dłonie. Harry zagubił się w dużym rowku biustu Carmy. Zaczęłam chichotać.
A ci tylko stali i patrzyli sobie w oczy. CARMEN patrzyła mu w oczy lekko się rumieniąc.
-Harry! Harry!- ktoś ciągle wołał Stylesa, ale ten wyraźnie miał wszystko gdzieś -Gdzie ty się podziewałeś!- wykrzyknął zirytowany chłopak -Ohhh...!
Harry w końcu się ocknął i spojrzał na niego. Był bardzo zdezorientowany i trochę... Jakby naćpany? Od ucha do ucha miał dziwny uśmieszek.
Czy tak chłopcy reagują na piersi mojej przyjaciółki? - zapytałam się w myślach. Spojrzałam na nią. Naprawdę ma jakieś wielkie! Spojrzałam na siebie. Kurde... Trochę mi do niej brakowało.
W końcu Harry wziął się w garść.
-Dziewczyny - to jest Luis- przedstawił, zwłaszcza mi, swojego kolegę, którego widziałam na scenie.
Chłopak założył ręce na klatce piersiowej i ciekawie się nam przyglądał. Kiwnął nam głową.
Stał prawie nieruchomo. Prawie, nie licząc rytmicznych uniesień klatki piersiowej.
-Styles, możemy porozmawiać w cztery oczy?- spytał Lou i znacząco spojrzał na nas. Domyśliłam się czegoś. Że chyba nas nie tolerował ten cały 'Louis'...
Zaczerwieniłam się lekko.
-Jasne- opowiedział i odeszli tylko dwa metry, więc doskonale wszystko słyszałyśmy.
-Harold! Co ja ci mówiłem!- syknął Louis spoglądając nerwowo, a szczególnie na mnie -Nie lubię... Kiedy pałętają się koło mnie natrętne 'fanki'. A w szczególności...
-Stary!- przerwał mu Harry -Jedna z nich uratowała mnie przed, jak ty je nazwałeś? 'Natrętnymi fankami'!
Widziałam kątem oka jak Lou się trochę zmieszał.
-Która?- zapytał.
-Ta piękna- odpowiedział zerkając na mnie. -Ops. Dwie są piękne. Hmm. Dobrze, to ta w koszulce z flagą Anglii.- Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, uśmiechnął się, a ja speszona odwróciłam wzrok -Ma na imię Britney, ale mówią jej Bee, Carmen to jej śliczna przyjaciółka.
-Oh! Dobra, ale upewnij się czy nie są jak inne, okey? - zapytał. Chłopak pewnie skinął głową, ponieważ nic nie usłyszałam.
Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i ujrzałam dwóch chłopaków, stojących przede mną. Zadarłam lekko głowę, aby popatrzeć im w oczy. Roześmieli się. Harry odchrząknął.
-Możemy wam zadać kilka pytań ? - zapytał.
Popatrzyłam na moją przyjaciółkę. Od razu wiedziałam że też przysłuchiwała się rozmowie. Carmen skinęła głową.
Po paru minutach odezwał się do nas trochę zmieszany.
-Carmen, jak mam na nazwisko?- zapytał.
Popatrzyła na niego jak na idiotę.
-Styles, zapomniałeś swojego nazwiska?- odpowiedziała z uśmiechem. Roześmiał się.
-Przestań się z nimi bawić w kotka i myszkę!- syknął zniecierpliwiony Louis -Czy jesteście tymi dziewczynami, które na nasz widok mdleją, błagają żebyśmy się z nimi ożenili i marzą ciągle o nas?- zapytał prosto z mostu. Trochę mnie to zdziwiło, ale po chwili usłyszałam swój śmiech w towarzystwie Carmen. Spojrzałam na nią.
Była lekko zarumieniona, bo poniekąd to była prawda, ale nie była 'natrętna'.
-Czy to takie śmieszne?- zapytał Harry. Trochę się uspokoiłyśmy.
-Nie! Oczywiście że... Nie, ale to głupie pytanie! Czy my wyglądamy na takie?- zapytałam kładąc rękę na biodrze.
-Hmm... No nie- przyznał z niemałym uśmiechem Lou.
-Bo tak jest!- dopowiedziała Carma -Prawda, że jesteśmy jak najbardziej normalne!
Spojrzałam na nią pytająco, marszcząc czoło. Wybuchłyśmy śmiechem.
-Dobra...- przerwał nam atak wesołości Styles -Zapraszamy was, do nas do domu.
Zdziwiona i nie jako zaskoczona spojrzałam pytająco na Carmen.
-Pewnie- postanowiła szybko i się uśmiechnęła.
Loczek podszedł do mnie i wziął mnie pod rękę. Zachichotałam. Louis zrobił to samo, tylko że z Carmen.
Wyszliśmy na zewnątrz.
Strasznie padało i było okropnie ciemno i mglisto. Widziałam tylko jedno czerwone auto zaparkowane niedaleko budynku. Zakładałam że był chłopaków.
-Jakoś się pomieścimy- wzruszył ramionami Harry.
Pobiegliśmy do samochodu i ja usiadłam na kolana Stylesa.
Carma nie wzięła ze mnie przykład.
Rozejrzałam się.
Był w aucie ten roześmiany blondynek i jeszcze jeden chłopak, z wyglądem niegrzecznego chłopca oraz jeszcze jeden również bardzo przystojny. Gapili się na mnie i na moją przyjaciółkę.
-Jedź!!!- wrzasnął Louis.
Całą drogę wszyscy milczeli. Było mi niezręcznie i myślałam że muszę coś powiedzieć, ale w głowie miałam pustkę. Co tylko mi przychodziło do głowy, było strasznie idiotyczne! Nagle kiedy zachciałam coś powiedzieć, auto zjeżdżało pod duży dom ogrodzony wielkimi krzewami.
Kiedy już zaparkowaliśmy, weszliśmy do pięknego domu.
Zebraliśmy się w jedną gromadę i ciekawie na siebie spoglądaliśmy.
Louis odchrząknął.
-Hmm... No więc to jest Carmen...
Spojrzał pytająco na dziewczynę.
-Lee- dopowiedziała uśmiechając się szeroko.
-Tak więc to jest piękna pani Lee- pokazał na nią Louis- I Britney, znaczy Bee- uśmiechnął się, a ja się zarumieniłam.
-Hall- dodałam.
-Hall, niesamowita pani Hall- wymruczał moje nazwisko pod nosem bardziej do siebie niż do kogoś innego, ale chwile potem otrząsnął się- Tak więc...- podszedł do słodkiego blondynka -Przedstawiam wam Nialla Horana, jak widzicie drogie panie słodki blondynek, ale w środku to z niego napalony ogier!- wszyscy wybuchli śmiechem. Niall się zaczerwienił i dał kuksańca dla Louisa. Chłopak, lekko skrzywiony, podszedł do brązowookiego chłopaka -Zayn Malik, mulat z wyglądem niegrzecznego chłopca, jak już zauważyłyście- pokiwałyśmy zgodnie głowami -Liam Payn, nasz opiekuńczy 'daddy', ale również super przystojne ciacho- powiedział podchodząc do chłopaka, którego mniej więcej tak określiłam.
-Oraz my!- wskazał na siebie i Harrego -Ci niesamowici, najprzystojniejsi i najwspanialsi! Prosimy o werble! Haaaary Styles oraz Louuuuis Tomlinson!
Wybuchliśmy śmiechem. Rozległy się chrząknięcia chłopaków oraz 'nieprawda!', 'napewno' i 'oczywiście'.
Przyjrzałam się chłopakom. Carmen wprowadziła mnie w duży błąd. Myślałam że to banda wyrośniętych dzieci, a tu proszę! Same ciacha! Niall - ciemny blondyn o, niebieskich. Zayn - rzeczywiście wyglądał na tego 'złego'. Miał czarne włosy i brązowe oczy oraz lekki zarost. Harry - ciemno zielonooki brunet z burzą loków na głowie, który mnie ujął swoim spojrzeniem. Liam - napakowany przystojniak. Oraz Louis! Seksowny chłopak, o szarych oczach! Zachwycałam się jeszcze przez chwilkę, aż milczenie przerwała moja przyjaciółka.
-Co robimy?- zapytała Carma. Widziałam że też sporządziła sobie listę, jak wyglądają chłopcy, którzy stali przed nami.
-Oglądamy horror?- zaproponował Zayn.
Wszyscy go poparli. Spojrzałam przerażona na swoje dłonie, lecz na szczęście nikt tego nie zauważył.
-Zrobię popcorn!- zawołał Niall.
-Pomóc ci?- zapytałam nieśmiało. Uśmiechnął się.
-Pewnie- odpowiedział.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do ładnej kuchni. Usiadłam na blacie, akurat koło mikrofali.
Wyjął z szafki 6 opakowań popcornu i tyle samo różnokolorowych misek.
Moim zadaniem było wstawianie popcornu do mikrofali.
-Czyli jak się poznaliście z Harrym, Bee?- zapytał mnie Niall.
Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie. Zaczęłam machać nogami.
-Uratowałam go przed fankami- odpowiedziałam. -Czułam się wtedy jak super bohater w żeńskiej wersji.
-Czyli nie jesteś naszą fanką?- chwycił mnie za słówko chłopak i przyjrzał się mi z zaciekawieniem.
-Do tej pory nie wiedziałam jak masz na imię- spuściłam głowę -Do tej pory uważałam was za bandę smarkaczy, którzy chcą być sławni i 'zaliczać' panienki. Przepraszam- wyszeptałam zawstydzona. Podszedł do mnie i wziął mnie pod brodę.
-Każdy może się pomylić, ale mam nadzieję że już tak o nas nie myślisz- wyszeptał i mnie przytulił. Rozpromieniłam się.
-Oczywiście że nie i...- powiedziałam i zeszłam z blatu -Chyba to już wszystkie- wskazałam na prażony popcorn. Chłopak rozejrzał się.
-Hmmm, wygląda na to że tak! Idziemy- oznajmił. Wzięłam do rąk tylko dwie miski, a Niall cztery.
Dostałam różową. Bardzo zachwycałam się tym faktem.
-Nie macie nic przeciwko Paranormal Activity 4?- zapytał Liam, spoglądając pożądliwie na jedzenie.
Zachłysnęłam się powietrzem. Wszyscy spojrzeli na mnie. Zarumieniłam się.
-Coś nie tak?- zapytał mnie Zayn.
-Ja... Ja się troszkę boję horrorów- cichutko przyznałam się do swojego lęku.
-Żeby to było 'troszeczkę'!- krzyknęła Carmen i się roześmiała.
-To będziesz spać ze mną- powiedział Harry i cmoknął mnie w policzek.
-Chciałbyś- prychnął Niall i wyrwał mnie z rąk Harrego oraz ciasno oplątał mnie ramionami.
-Ej, co?!- zapytałam zaskoczona. Spojrzeli na siebie.
-Zakład?- zapytał Styles i wyciągnął do niego rękę.
-Pewnie!- przytaknął ochoczo Horan i uścisnęli sobie dłonie. Spojrzałam na nich prawie nic nie rozumiejąc. Po chwili włączyli film i zaczęło się przepychanie do jak najlepszego miejsca. Ja czekałam z tyłu. Nie chciałam, aby mnie poturbowano. W końcu wszyscy usiedli i została jedna pusta szparka. Wcisnęłam się tam. Siedziałam między Niallem, a Harrym. Carmen siedziała na kolanach Zayna. Spojrzałam na nią zaskoczona. Uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Puściłam do niej oczko i opadłam na poduszki.
Po pół godzinie chowania głowy w poduszkę, zasnęłam na torsie Horanka.

************************************************************

Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale niestety szkoła, pierwsze półrocze i takie tam inne ważne sprawy były do załatwienia. Teraz jestem chora więc coś dodałam i odnowiłam :) Mam nadzieję że ktoś jeszcze czyta mojego bloga, bo komentarzy nie widać!
Pozdrowienia misiaki, trzymajcie się cieplutko!
xoxoxooxox
C.
P.S. Dodaje linka do kochanej piosenki chłopaków!
https://www.youtube.com/watch?v=bkx9kCdaaMg
Tagi: *3*
14.03.2014 o godz. 10:58
Sytuacja bez wyjścia to czasem jedyne wyjście.


Poprzedniego dnia Carmen nie dawała mi spokoju. Ciągle za mną chodziła i suszyła mi głowę koncertem. Oraz narzekała jaka to ja jestem zła i niedobra. 'Najpierw robisz człowiekowi nadzieję, aby potem się wycofać?' zapytała mnie pod koniec naszej długiej rozmowy. Jej słowa strasznie mnie wzburzyły. Czy naprawdę taka jestem? Taka ... fałszywa? Rozmyślałam na ten temat przez długi czas, aż w końcu zmorzył mnie sen
Dzisiaj było podobnie. W sumie domyślałam się że tak będzie. Przecież Carmen nie zmienia zdania z dnia na dzień.
-Ja wolę inne gatunki muzyki! - wykrzyknęłam i tupnęłam nogą. Carmen przypatrzyła mi się bacznie, a po chwili parsknęła śmiechem.
-Czy ty zrobiłaś to co ja myślę że zrobiłaś? - zapytała - tupnęłaś nogą jak mała smarkula?! - wykrzyknęła przerażona.
Obrażona, ale jednocześnie szczęśliwa zmianą tematu, wstałam z fotela, wzięłam mojego białego kotka na ręce i poszłam do swojego pokoju. Kochałam się w nim zaszywać. Był zielono - biały. Uspokajałam się, kiedy patrzyłam na te kolory.
Na wielkim łóżku z dobranymi odcieniami, zawsze lubiłam sobie poleniuchować lub pobawić się z Mortem.
Mój kot ma na imię Mortimier, a w skrócie Mort. Po łacinie śmierć, ale mój pupilek na groźnego nie wyglądał i pod żadnym pozorem nie był.
-No tak pewnie ! Zostaw mnie na pastwę losu ! - krzyczała bezsensowne teksty Carma.
One Direction?! Nawet nie wiem jak po niektórzy mają na imię, a co dopiero nazwiska! L..Leo? Luke? N...coś? Za nic nie mogę zapamiętać! Dla mnie to tylko banda lalusiów, którzy chcą, ale nie potrafią. Słyszałam że teraz to oni coraz bardziej szaleją na tych swoich koncertach, ale... Ich fanki? Są naprawdę szurnięte! Osądziłam ich na podstawie tego co wyczytam z neta oraz co inni mają o nich do powiedzenia. Wiem że to głupie, bo nigdy tak nie robię, ale nie chcę ich poznawać bliżej.
Nie przekonują mnie, choć niektóre ich piosenki "wpadają mi w ucho" i przyznam że są bardzo pociągający.
OK! Są najprzystojniejszymi chłopakami, których widziałam na oczy, ale cóż poradzić?
Nie chcę obrazić żadnych ich fanek, czy coś, ale oni w ogóle mnie nie interesują.
Jednak Carmen jest inna. Słucha, gra i śpiewa minimalnie po dziesięć razy ich piosenki codziennie. Szanuję jej poglądy i zainteresowania, ale czasami przesadza. Na całe szczęście nie doprowadziła się do takiego stanu jak te dziewczyny z filmików na youtobe!
Carmen i ja we dwie dopełniamy się. Ja nie bardzo lubię One Direction, ona przeraźliwie. Ja lubię porządek, ona "artystyczny" nieład. Ja lubię jasne kolory, ona ciemne.
Przez szparę od drzwi zauważyłam czarny nosek Miśki. Miśk -piesek Carmen- czarno -biały, wesoły haski. Bardzo ją kocham, prawie tak mocno jak Morta.
Ten pies i mój kot często mnie zadziwiają, ponieważ bardzo się lubią, nawet czasami bawią się tak jakby byli tego samego gatunku. Chyba wzięły z nas przykład.
-Hej, Carmen! Kiedy byłaś z psem na spacerze ? - krzyknęłam i pogłaskałam puchatą główkę zwierzątka. Pies zamerdał szczęśliwie ogonem, przy okazji strącając kilka książek z mojej szafki nocnej.
-Bee, nie mogłabyś wyjść? Proszę! Nakarmię Mortimiera w tym czasie! - odkrzyknęła. Zgodziłam się.
Jako że było ciepło ubrałam się w zielony T-shirt z kolorowym nadrukiem, czarne legginsy oraz trampki i po 10 minutach, byłam w parku.
Mieszkamy od niedawna w Londynie, więc lubię spacerować godzinami po podwórku. Tym razem wybrałam się do parku.
Nagle, prosto na mnie, biegł tłum rozwrzeszczanych dziewczyn. Jakieś 10 metrów przed nim biegł chłopak.
'Ale ma branie!' pomyślałam. Roześmiałam się i odeszłam w inną alejkę. Niestety ktoś złapał mnie mocno za ramię, ale gdy się odwróciłam od razu opuścił rękę. Ujrzałam tego samego chłopaka.
Wyglądał na strasznie zziajanego. Miał czerwone policzki i śmieszne lekko kręcone kasztanowe włosy, które teraz były pozlepiane potem.
-Pomóż mi, proszę ... - ledwie wysapał. Nie dałam rady odmówić tym ślicznym zielonym oczom, które patrzyły na mnie błagalnym wzrokiem. Na moje i jego szczęście mieszkałam niedaleko. Popędziłam przed siebie ciągnąc zdyszanego chłopaka za nadgarstek.
Kiedy byliśmy już na posesji, zamknęłam szybko bramę. Rozwrzeszczane wariatki zaczęły wspinać się po niej. O tym właśnie mówiłam! Śliczny chłopak na horyzoncie a tłum rozwrzeszczanych dziewczyn chce go natychmiast rozszarpać na strzępy!
-Stać, albo ... albo puszczę psa! - wykrzyknęłam i dla większego efektu Miśka zwiększyła swoją objętość i zaczęła głośno warczeć, odsłaniając przy tym zęby. Byłam pod wrażeniem, ponieważ tak jakby zrozumiała co mówiłam. Otrząsnęłam się i też zrobiłam groźną, nie znoszącą sprzeciwu minę.
Przerażone dziewczyny zaczęły uciekać. Złapałam nieznajomego za rękę i zaprowadziłam go do mieszkania. Kiedy sprawdziłam czy wszyscy są, zamknęłam drzwi na klucz. Chłopak spojrzał na mnie przerażony.
-To tak na jakby coś - wymruczałam zawstydzona. Po chwili jednak otworzyłam drzwi.
Nie wiedziałam co robić. Strasznie się przy nim krępowałam.
Stałam tylko i gapiłam się na niego. W końcu wyciągnęłam rękę.
-Mam na imię Bee, to znaczy Britney, ale mówią na mnie Bee, to znaczy do mnie, nie na mnie - dukałam czując jak się kompromituję. Nie miałam dużego doświadczenia z chłopakami.
Nieznajomy uśmiechnął się szeroko i zauważyłam że ma śliczne dołeczki.
-Ja się chyba nie muszę przedstawiać - powiedział. Uniosłam jedną brew - To znaczy chyba mnie znasz? - zapytał czerwieniąc się. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Czyżbym spotkała zadufanego w sobie bufona, którego wszyscy muszą znać?
-Już wiem byłeś byłym chłopakiem mojej przyjaciółki Carmen? Prawda? Przepraszam że cię od razu nie poznałam, ale trochę dużo ich było. Mówi że szuka tego jedynego ... - powiedziałam i spojrzałam na jego twarz. Teraz chłopak był trochę zaskoczony. 'Czy ja coś powiedziałam ?!' myślałam spanikowana.
Na moje zaskoczenie, nieznajomy zaczął się śmiać. Ja również. Chłopak obdarzył mnie olśniewając, zwalającym z nóg uśmiechem i lekko się nade mną pochylił. Lekko to mało powiedziane. Sięgałam mu zaledwie do połowy ramienia!
-Wiesz muszę już iść, ale mam takie przeczucie że jeszcze się kiedyś spotkamy ... - wyszeptał mi wprost do ucha. Przebiegł mnie przyjemny dreszcz - Dzięki za wszystko - pochylił się i cmoknął mnie lekko w policzek. Odwrócił się i wyszedł.
-Bee, to ty?! - darła się z góry Carma. Przewróciłam oczami.
-Tak! - odkrzyknęłam i poszłam do jej pokoju.
-Kto to był? - zapytała, strojąc się przed lustrem.
-Wiesz, chyba twój były. Brunet, burza loczków na głowie oraz śliczne zielone oczy ... Nie przedstawił się - szybko jej opowiedziałam historię, która przed chwilą miała miejsce.
-Wiesz co? Nie przypominam sobie żebym się z kimś takim zadawała - zamyśliła się Carmen. - Halo? Bee? Czy ty mnie słuchasz? - powiedziała poddenerwowana, rzucając we mnie kawałkiem jakiegoś papierka.
Otwierając szeroko oczy ze zdumienia, wskazałam plakat One Direction, który wisiał tu od niedawna.
-To on - powiedziałam i ścisnął mi się żołądek.
'Był całkiem miły' pomyślałam. Teraz Carma wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami.
-To Harry Styles !! - zaczęła piszczeć. Jednak mnie to nic nie obchodziło. 'Był całkiem miły' powtarzałam sobie to jak mantrę.
W tej chwili postanowiłam za wszelką cenę się jeszcze raz z nim spotkać.
-Masz jeszcze te bilety ? -zapytałam spokojnie.
-No jasne !! - wykrzyknęła podekscytowana Carmen. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami i ze zdenerwowaniem gryzła wargę.
Po upływie paru minut westchnęłam, przeczesałam palcami włosy i powiedziałam:
-Jadę z tobą ...
Tagi: *2*
20.12.2013 o godz. 18:44
Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: "Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja".


-Proszę! Zgódź się! Tylko ten jeden raz! - błagała mnie od dłuższego czasu moja przyjaciółka. Mała, ciemnowłosa dziewczyna z wielkimi cyckami miała na imię Carmen, ale wolałam do niej mówić po prostu - Carma. Sama nie wiem dlaczego.
Znałyśmy się od dzieciństwa, a dokładniej od pierwszego dnia mojego życia. Mojego, ponieważ dziewczyna była ode mnie starsza o 2 lata, ale wiek to tylko liczby! Najważniejsze było to że bardzo dobrze się rozumiałyśmy - jak i jest do teraz.
Przypatrzyłam się trochę bardziej mojej koleżance. Miała ciemne, kasztanowe loki, których nie znosiła. Od zawsze chciała się przefarbować na rudo, ale nigdy jej na to nie pozwoliłam!
Miała piękne brązowe oczy, 19 lat i 164 centymetrów wzrostu. Sylwetka sportowca bardzo ładnie z nią wyglądała. Była spod znaku barana, więc jej atutem była odwaga. Po prostu cud, miód i orzeszki! Chociaż nie bardzo lubię je jeść ...
Chciałabym mieć jej dużo więcej. Odwagi. Jestem spod znaku ryb, czyli jak to wyczytałam "marzyciel, często roztargniony i sprawiający wrażenie dziwaka" - dokładnie.
Mam okrągłą twarz i wielki zielone oczy. Ciemne, miodowe włosy są bardzo długie. Często mnie denerwują. Lecz lubię je wiązać w warkocze oraz koczki. Mam 160 centymetrów wzrostu. Tak wiem że trochę mało, ale przywalić to ja umiem bo mam najlepszego nauczyciela pod słońcem - Carmen.
Jestem przeciętną dziewczyną jeśli chodzi o figurę, choć mam odstający tyłek, którego w sumie - nienawidzę.
Mam siostrę, ale jeśli chodzi o Carmen - jest jedynaczką. Dlatego traktuję mnie jak swoją młodszą siostrę.
Nasi rodzice zostali zabici. Dość niemiły temat, ale jak zaczęłam to kończę.
Byli bardzo lubianymi bogatymi ludźmi. Nigdy nie skąpili dla nikogo paru złotych. Pewnego razu zostaliśmy napadnięci.
Niestety złodzieje byli idiotami, dlatego zamordowali, i siebie, i naszych rodziców. Tylko nam udało się przeżyć z tego chaosu.
-To idziesz czy nie ? - wyrwał mnie z rozmyślań głos Carmen. Spojrzałam na nią trochę niezrozumiałym wzrokiem. Raz kozie śmierć.
-Dobrze, zgadzam się - po tych trzech słowach dziewczyna zaczęła przeraźliwie piszczeć i skakać po meblach. To dlatego tak przeraźliwie rzadko na coś się zgadzam.
-Mówię ci, będziemy się świetnie bawić! - paplała bez sensu, wymachując dłońmi - Obiecuję!
-A tak w ogóle to gdzie my idziemy? - wyjąkałam przerażona zachowaniem przyjaciółki. Byłam zarazem zaskoczona jak i ... przyzwyczajona do tego typu zachowań Carmen.
-No jak to gdzie? Na koncert. Później może włamiemy się jakoś za kulisy. Odbędzie się chyba jutro, ale dokładnie nie wiem... - mówiła bez sensu i strasznie szybko. Zmrużyłam lekko oczy.
-Przystopuj! - krzyknęłam i natychmiast się zamknęła. Popatrzyła na mnie ciekawym wzrokiem. Wyglądała jak ciekawskie zwierzątko - Kogo koncert? - zapytałam z błyskiem przerażenia w oku.
Carma uwielbiała zabawę, imprezy, alkohol i wszystko co niebezpieczne i zabronione. Nigdy nie zostawiaj z nią dzieci poniżej 6 roku życia, ponieważ nawet te starsze gania z tasakiem w ręce. Albo kiedy podgrzewa coś w mikrofalówce robi to tak że później żadnego jedzenia nie ma na talerzu! Następca Harrego Pottera! Jeszcze gorzej będzie kiedy karzesz upiec jej ciasto i nie masz przepisu na kartce! Dyktujesz jej co i jak, ale później kiedy ciasto w blaszce, zaskakuje cię pytaniem "hej, a te jajka były potrzebne?". Dlatego w niektórych sprawach nie można jej było ufać.
Ale! Nie myślcie sobie że od razu jest taka niedobra. Umie człowieka rozweselić i w niektórych sprawach myśli racjonalnie. Oraz umie dekorować pokoje, lecz musi mieć na to co najmniej rok...
-O to ci chodziło! - rzekła rozbawiona i zrobiła dramatyczną pauzę, patrząc na mnie z szaloną radością - One Direction oczywiście!
I w tym momencie wiedziałam już że zrobiłam kolosalny błąd, zgadzając się na propozycję Carmen. Po raz kolejny...
Tagi: *1*
08.12.2013 o godz. 17:04
Britney (Bee) Hall - 17 lat. Lubi jogę, taniec oraz muzykę. Biegle mówi po hiszpańsku, francusku oraz włosku. Umie grać na gitarze i flecie. Na początku z Carmen tworzyły zespół, aby zarobić na bilet do Anglii. Uwielbia czytać książki.
Naczytała się w necie dużo złych i błędnych informacji na temat 1D i nie wie czy ma ich lubić. Ma białego kota o dziwnym imieniu (Mortimier <Mort>)



Jessica (Jess) Hall - 17 lat.
Mieszka u dziadków. Jest młodszą siostrą Bee.
Lubi piłkę nożną. Interesuję się fotografią. Nie ma kompletnie poczucia rytmu i nie potrafi: śpiewać, grać na instrumentach oraz tańczyć.



Carmen (Carma) Lee - 19 lat. Kocha śpiewać. Umie grać na bębnach. Komponuję piosenki oraz pięknie rysuję. Kocha zwierzęta, a najbardziej swojego czarnego husky - Miśkę. Jest jak siostra dla Bee. Lubi 1D!



One Direction (Od lewej):

Louis; Niall; Liam; Zayn; Harry;

Tagi: Bohaterowie.
07.12.2013 o godz. 17:48
Nie jestem Julliet


Poczułam delikatne szarpnięcie za ramię. Ocknęłam się i widząc za sobą całą tę rodzinę uśmiechającą się do mnie odsunęłam się od Justina i wstając z ziemi spojrzałam na nich wszystkich.
- Naprawdę chcę Wam w to wszystko wierzyć, przypomnieć sobie Was, ale nie potrafię, rozumiecie nie potrafię. Wracam do NY, do Johna. Tam jest moje miejsce. - ruszyłam się z miejsca idąc przed siebie. Gdzie szłam? Sama nie wiem, przecież nie znałam drogi powrotnej, a nogi same mnie prowadziły. Wyszłam z małego lasku i widząc wielkie centrum handlowe zamierzałam właśnie się tam udać. Błądziłam alejkami miasta rozglądając się po nim i próbując może sobie coś przypomnieć. Sama nie wiem. Moje myśli błądziły. Rozdrażniały każdy scenariusz tej bajki. Próbowałam wszystko poukładać sobie w logiczną całość, naprawdę próbowałam, ale to po prostu za wiele. Zbyt wiele wrażeń w jednym tygodniu. Musiałam ochłonąć, dlatego którą drogę wybrałam? Drogę do baru. Byłam przekonana, że kiedyś już tutaj byłam. Wszystko było tak dobrze mi znane. Usiadłam przy barze, a barman przyglądając mi się zaniemówił. Bał się odezwać, jakby coś go powstrzymywało. Pomachałam mu przed oczami ręką prosząc o whisky. Mrużył oczy, gdy podawał mi trunek. Przewróciłam oczami popijając alkohol. Jego wzrok przeszywał mnie na wskroś, a ja miałam tego dość.
- Czy możesz przestać? Rozbierasz mnie wręcz wzrokiem - roześmiałam się niewinnie.
- Przepraszam.. Jesteś taka.. Taka podobna.. - nie dałam mu dokończyć
- Podobna do Julliet - wzruszyłam obojętnie ramionami upijając ostatnie łyki cieczy.
- Przecież Ty nie żyjesz. - przetarł swoje oczy, a ja mimowolnie się zaśmiałam. Ta historia nigdy się nie zakończy, ja nie mogę tutaj zostać.
- Nie jestem Julliet
- Nie wkręcisz mnie, upozorowaliście twą śmierć? O co w tym chodzi?
- Eh mylisz mnie z kimś. Jestem Melanie. - odstawiłam kieliszek prosząc o następny i na nim się nie skończyło. Kilka następnych, aż w końcu usłyszałam za sobą pisk dziewczyn. Westchnęłam ciężko pod noskiem odwracając się w ich stronę.
- Co Ty tu robisz? Ty żyjesz? Julliet gdzie Ty się podziewałaś? Przecież umarłaś - ledwo co stała na nogach jedna z grupki dziewczyn, które po chwili zaczęły mnie przytulać ze łzami. Płakały? Za dużo alkoholu dziewczyny.
- Nie, to nie może być prawda, my za dużo dziś wypiłyśmy, nikt nie wstaje z grobu. - odezwała się jedna, a ja nie wiedziałam jak się zachować.
- Kim jesteście?
- No coś Ty, nie pamiętasz nas? Przecież to ja Margaret, to Keisi i Ana - wskazała dziewczyna palcami na każdą z koleżanek równocześnie wszystkie dodały - Twoje przyjaciółki.
- Dziewczyny chciałabym mieć takie przyjaciółki, ale Wy mnie mylicie z kimś. Jestem Melanie. - przełknęłam głośno ślinę widząc ich smutne miny.
- Brakuje nam Cię, Twoja śmierć przyprowadziła nas tutaj, ciągle pijemy, bawimy się, tęskniąc za Tobą.
- Kurde, ale ja żyję, opanuj się. - poklepałam po ramieniu wysoką brunetkę, która miała bodajże na imię Ana.
- Rozmawiamy z duchem
- Ana wystarczy na dziś alko - odstawiła jej kieliszek przyjaciółka uważnie nadal mi się przyglądając.
- Przepraszamy Cię za tę szopkę, po prostu brakuje nam Julliet. W ramach rekompensaty może przyłączysz się tego wieczoru do nas? - uśmiechnęły się wszystkie trzy, a ja nie mogłam odmówić. Coś powtarzało mi, że one są mi jednak bliskie. Cały wieczór przegadałyśmy, prze śmiałyśmy się i oczywiście dobrze bawiłyśmy. Tańce, chłopcy, alkohol, który lał się litrami, a potem pożegnanie. Choć wiedziałam, że jeszcze mogę się z nimi zobaczyć to było ciężko. Okazało się, że dziewczyny mieszkają na tej samej ulicy co państwo Oxfort, dlatego też pierwsza odłączyłam się od nich skręcając w bramę. Na nogach się ledwo trzymałam i było mi wstyd tam wchodzić, ale no nie miałam wyjścia. Po cichutku zapukałam do drzwi, a w ich progu stanął Justin.
- Gdzie Ty się podziewałaś? Martwiłem się.- wciągnął mnie do środka obserwując mnie.
- Ćśś - przyłożyłam mu palec do ust prowadząc do tymczasowego swojego pokoju. Alkohol płynący w moich żyłach dawał się we znaki i gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju spojrzałam na szatyna łobuzersko się uśmiechając.
- Jull nie możesz tak znikać - chwycił mnie za dłoń. Kiwnęłam kilkakrotnie głową przyglądając się w Jego tęczówki. Myśli się odłączyły, w grę weszły uczucia? Mhm sama nie wiem, ale przybliżając twarz do Jego delikatnie musnęłam Jego usta. Sparaliżowana chciałam więcej i więcej, więc nie czekając chwili dłużej przybliżyłam się do niego jeżdżąc jęzorkiem po jego dolnej wardze prosząc o dostęp, nie opierał się. Języki toczyły zaciętą walkę. Pochłonięci w pocałunku znaleźliśmy się na łóżku. Szatyn całował z uczuciem, ogromnym uczuciem, bojąc się by mnie nie skrzywdzić. Napierałam na niego ciałem zdejmując z niego koszulkę. Czułam się jakby nie pierwszy raz dochodziło do takiej sytuacji, dlatego też bez skrępowania zabrałam się za pasem od Jego spodni, a chłopak mimowolnie odsunął mnie od siebie.
- Jull nie! Czas najwyższy się położyć.
- Nie podobam Ci się?
- Nie o to chodzi, po prostu jesteś pijana
- Nie prawda, dziś chcę Ciebie. - roześmiał się na co ja jedynie wpiłam się w jego usta. Nadal nie odmawiał. Każde z nas chciało dominować przy pocałunku, krew połączona z alkoholem w żyłach pulsowała. Uczucie ukucia w sercu przeszyło na wskroś moje ciało, a do umysłu napłynęło wiele wspomnień związanych z szatynem. Odsunęłam się od niego łapiąc się za głowę. Moja wyobraźnia mnie przerażała. Byłam bez szans.
- Połóż się lepiej - ułożył mnie na łóżku szatyn, nie czułam już nic. Odleciałam.. Rano obudziłam się z ogromny bólem głowy. Obok leżał Justin, a ja byłam w samej bieliźnie. Przestraszyłam się. Delikatnie obudziłam szatyna cichutko przełykając ślinę.
- Czy..czy pomiędzy nami wczoraj do czegoś doszło? - podrapałam się po karku
- Nie, nie wykorzystałbym Cię, gdy jesteś pijana. Chodź zejdziemy na śniadanie. - wyciągnął mnie z łóżka, a ja wyłącznie zdążyłam założyć na siebie szlafrok po czym udając się do kuchni przywitałam się z wszystkimi.
- O której to się wraca? - po dłuższej ciszy odezwał się gospodarz tego domu.
- Przepraszam, ale spotkałam trzy dziewczyny, które nie chciały mnie wypuścić z klubu, prosiły bym spędziła z nimi trochę czasu.
- Trzy dziewczyny? Jakie?
- Z tego co pamiętam to Keisi, Margaret i Ana chyba - ugryzłam kawałek tosta. Dostrzegłam jak Kim, bo właśnie tak nazywała się starsza kobieta uśmiechnęła się. Odwzajemniłam jej gest i pałaszując dalej swoje śniadanie kątem oka zerkałam na szatyna i blondynkę, gdy dzwonek do drzwi zadzwonił. Andy zerwał się z miejsca. Usłyszałam ciche
- Dzień dobry, możliwe, że mogłam widzieć pańską córkę? - usłyszałam melodyjny głos dziewczyny. W drzwiach od jadalni stanęła wysoka blondynka mimowolnie zwracając się w moim kierunku.
- Jednak nie przyśniło mi się to, Julliet Ty naprawdę tutaj jesteś. - widziałam jak kącik jej tęczówek zalał się łzami. Wstałam od stołu podchodząc do niej. Było mi jej żal. Tak bardzo chciała mieć przyjaciółkę, ale ja nią nie jestem. Było mi naprawdę przykro, nie wiem nawet czemu.
- Choć porozmawiamy na górze w sypialni - pociągnęłam ją za nadgarstek. Czułam, że jej mogę zaufać. Czułam, że znam ją od dawna dlatego opowiedziałam wszystko od początku dziewczynie. Zaczynając od Johna, a kończąc na amnezji wpajanej przez tę rodzinę i Justina.
- Julliet wiem, że jest Ci trudno, ale Ty naprawdę jesteś tą dziewczyną, którą poznałam 16 lat temu i która wpadała razem ze mną w kłopoty, która śmiała się do łez i której bezgranicznie ufałam. Jesteś tą Jull, która jest moją przyjaciółką, nie zmienisz tego. Pamięć Ci wróci, pomogę Ci. - przytuliła mnie, a przez moje ciało przemknął dreszcz, a do oczu napłynęły łzy. Tak zleciał mi cały dzień. Z Keisi. Opowiadała mi całą historię z mojego życia. Nawet wypadek. Dokładnie wszystko i wiecie co? Mi coś powracało. Powracało uczucie szczęścia, że ja naprawdę mogę być dziewczyną o której mi mówią.



~ . ♦ Witajcie. Nie podoba mi się za bardzo ten rozdział, ale chciałam dodać jak najszybciej. Mało się dzieje, tak wiem wiem, ale mam wizję na dalsze części i z cierpliwością zaczekajcie :* Kocham Was i dziękuje za poprzednie komentarze. Życzę udanego dnia <3
Tagi: .
03.12.2013 o godz. 15:44
"Własność Julliet Oxfort"



"- Julliet jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało, kocham Cię" - przymknąłem na moment swoje powieki, a wspomnienia mimowolnie oblały moje myśli. Mały domek, piękna natura, wśród niej My. Gówniarze, którzy tak naprawdę wiele ze sobą przeżyli. Mając zaledwie te 14 lat po raz pierwszy wyznaliśmy sobie swoje prawdziwe, szczerze uczucia. Byłem najszczęśliwszym mężczyzną, gdy mogłem trzymać dziewczynę w swych objęciach. Czułem się przy niej jak w niebie, ale los zbudował między nami mur. Uda nam się go zburzyć? Mam nadzieję. Tym razem nie dopuszczę do utraty tak bliskiej osoby. Drugi raz to się nie stanie. Zaciągnąłem się nikotynowym dymem papierosa prawie dojeżdżając do naszego rodzinnego miasta. Anioł smacznie spał. Wyglądała przepięknie, cudownie. Nie mogłem skupić się na niczym innym. W głowie wyłącznie Ona. Delikatnie ułożyłem dłoń na jej kolanie opuszkami palców masując je. Drgnęła, ale się nie przebudziła. Uśmiechnęła się. Byłem szczęśliwy i modliłem się w duchu, że tym razem wszystko wróci do normy. Wyrzucając peta za okno usłyszałem jak Jull się wybudza. Kątem oka zerknąłem w jej kierunku uśmiechając się pod noskiem.
- Justin, gdzie my jesteśmy?
- Już nie daleko, wyspałaś się?
- Nie bądź śmieszny. - dostrzegłem jak wywraca oczami, ale już nie skomentowałem. Zająłem się trasą, którą po chwili oblała cisza. Nie zaczeliśmy jakiegokolwiek tematu, ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że ona tak po prostu jest obok, zbędne były słowa. Bardziej byłem przerażony spotkania z państwem Oxfort. Bałem się reakcji jej rodziców, doznanego szoku dziewczyny, a w głowie nagle rozbłysło jedno pytanie "Co jeśli ich też nie pamięta?" Może porywam się z motyką na słońce ciągnąć ją do nich, co jeśli odbije się to na jej kruchej psychice? Momentami chciałem zawracać, ale wiedziałem, że od tego nie uciekniemy. Muszę stawić czoło razem z nią.
- Obiecaj mi jedno. - spojrzałem na nią, a dziewczyna wyłącznie skinęła głową dlatego też kontynuowałem. - Nie zależnie co stanie się za bramą tej posiadłości nie uciekniesz, wysłuchasz wszystkiego do końca i będziesz próbować zaklimatyzować się, dobrze? - przeciągąłem ostatnie słowo przyglądając się w jej tęczówki.
- Człowieku kto by Cię zrozumiał. - prychnąłem pod nosem gasząc silnik i wychodząc z samochodu otworzyłem drzwi Julliet.


Oczami Melanie/Julliet.

Wysiadając z samochodu bardzo dokładnie rozejrzałam się po okolicy. Nie wiedziałam gdzie jestem, ani jaki jest cel tego wyjazdu, po prostu próbowałam zaufać chłopakowi, który już dawno stał w bramie wielkiego białego domu. Niepewnie udałam się również w tamtym kierunku i nabierając powietrza do płuc równocześnie zapukaliśmy do drzwi jak zażyczył sobie szatyn. Otworzyła nam nie za wysoka blondynka, która tak jakby.. zaniemówiła? Jakby ujrzała ducha. Justin pomachał jej przed twarzą starając się przejść dalej. Przełknęłam głośno ślinę idąc tuż za nim. Bałam się. Zachowanie dziewczyny mnie przeraziło. Kto o zdrowych zmysłach reaguje tak na nową twarz. Smutne.
- Mamo, Tato! - wydarła się w końcu blondynka - Julliet tutaj jest.
- Nie wygłupiaj się, nie wprowadzaj matki w ten stan. - usłyszałam męski głos. Chwyciłam Justina za łokieć cichutko szepcząc "gdzieś Ty mnie przyprowadził? Wracajmy" Olał mnie. No pięknie..
- Julliet? - obróciłam się w tył, a w salonie ujrzałam kobietę. Właściwie to jej wrak. Wydawało by się jakby co najmniej dzień w dzień płakała oraz mało jadła. Rzuciła się na mnie, mocno mnie obejmując.
- Andy ona naprawdę tutaj jest, nasza piękna Jull tutaj jest, złaź na dół. - płakała starsza kobieta tuląc mnie w swoich ramionach. Nim się obejrzałam na schodach stał zszokowany mężczyzna, jak mogłam się domyślić Andy, mąż tej pani. Również jak kobieta rzucił się w moim kierunku z całych sił mnie tuląc.
- Justin czy ja dziś mam dzień przytulania? - spojrzałam błagalnie w Jego kierunku.
- Kochanie gdzie się podziewałaś, martwiliśmy się o Ciebie z ojcem i siostrą - ujęła moją twarz drobna kobieta wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony, ale ja nie miałam pojęcia co tak właściwie przed chwilą tutaj zaszło.
- Justin chcę wrócić. Wrócić do Johna. - krzyknęłam odsuwając się od małżonków.
- Ale córeczko.. - zbliżyła się kobieta na co momentalnie odskoczyłam. Była przerażona. Nie znałam ich.
- Nie jestem pani córką, pomyliła mnie pani z kimś.
- Julli nie świruj, długo zabalowałaś tym razem - roześmiała się w moim kierunku wcześniej napotkana blondynka. Zmierzyłam ją wzrokiem wywracając teatralnie tęczówkami.
- Jechałam tutaj tyle drogi na darmo Justin? Po co mnie tutaj przywiozłeś? Do obcych mi ludzi? - cała drżałam. Chłopak podszedł do mnie mocno mnie do siebie przytulając. Brakowało mi tego, brakowało mi jego bliskości.
- Musimy wyjaśnić kilka kwestii. - odezwał się w końcu szatyn.
- Wątpię, aby to miało coś wspólnego ze mną dlatego poczekam w samochodzie, a Ty objaśniaj sobie co chcesz. - kierowałam się do wyjścia, gdy Justin chwycił mój nadgarstek.
- Julliet..
- Przestań, bo nie ręczę za siebie, jestem Melanie.
- Nie prawda, jesteś Julli Oxfort moja siostra, a córka tej dwójki - wskazała palcem blondynka małżeństwo. Zaśmiałam się, kiwając na boki głową.
- To jakieś wielkie nie porozumienie, Justin wytłumacz, że jestem Melanie i wracajmy.
- Julliet nic nie pamięta. - skomentował wszystko Justin.
- Co? Jak to? - zalała się łzami kobieta, było mi jej żal. Pewnie strasznie brakowało jej córki, która zaginęła, ale przecież nią nie jestem, nie zastąpię jej im.
- Możemy usiąść i spokojnie wszystko wyjaśnić? - spojrzał w naszym kierunku starszy mężczyzna.
- Tak, to będzie dobre rozwiązanie.- pociągnął mnie za łokieć Justin w głąb salonu sprawiając tym samym, iż w mgnieniu oka znalazłam się na kanapie. Byli pochłonięci rozmową, a ja? Rozglądałam się po salonie. Poczułam zapach cynamonu, który tak bardzo przypominał mi dzieciństwo, aczkolwiek wspomnienia mi się wymazywały. Mało co pamiętam.
- Julliet - szturchnęła mnie dziewczyna - to wszystko prawda?
- Ale co?
- To, że John to chłopak szaleńczo zakochany w Tobie, który porwał Cię po tym wypadku by mieć Cię wyłącznie dla siebie?
- Po pierwsze jakiego wypadku? Po drugie John to mój kuzyn, który zaopiekował się mną po śmierci rodziców. - gdy tylko dokończyłam swe słowa kobieta wybuchnęła nieopanowanym płaczem. Czułam, że powiedziałam coś źle. Nie dało się jej opanować, dlatego też chcąc nie chcąc zbliżyłam się do niej kładąc jej dłoń na ramieniu.
- Przepraszam, jeśli panią uraziłam w jakikolwiek sposób.
- Nie złotko, po prostu jesteś tak podobna do mojej córki - wytarła swoje łzy, a mi mimowolnie one napłynęły do oczu. Sama z siebie przytuliłam kobietę. Czemu to zrobiłam? Sama nie wiem, impuls. Przytulając się do niej coś ukuło mnie głęboko w sercu. Poczułam się bezpiecznie. Jakbym przytulała własną mamę, ale to już niestety nie możliwe.
- Zostaniecie na noc? - spytał mężczyzna. Spojrzałam na Justina, który uśmiechnął się zachęcająco w moim kierunku.
- Jeśli Julliet będzie chciała.
- Julli? - spojrzała błagalnym wzrokiem na mnie młoda.
- T..tak - wydukałam w końcu. Sama nie wiem czemu się zgodziłam. Ta rodzina była zagadką.
- Twój pokój na Ciebie wciąż czeka, nikt do niego nie wchodził.
- Mój pokój?
- Tak, zaprowadźcie ją, ja muszę się położyć, później do Ciebie przyjdę. - odezwała się kobieta, przy czym zniknęła za drzwiami. Byłam wstrząśnięta. Ta rodzina miała nierówno. Mieli urządzony dla mnie pokój? Zabawnie. Wchodząc do fioletowego pomieszczenia fala gorąca oblała moje całe ciało. Ten pokój śnił mi się od zawsze. Przymknęłam swoje powieki dokładnie badając każdy jego skrawek.
- Zostawimy Cię samą. - kiwnęłam główką podchodząc do białej komody. Zdjęcia, wszędzie zdjęcia. Moje? Justina? Wspólne? Rodzinne? Byłam w kropce. Skąd ta rodzina to wszystko miała. Dobre fotomontaże, nie ma co. Byłam sparaliżowana.
- Czyżby historia szatyna to prawda? - zadałam sama sobie pytanie przeglądając wszystkie zdjęcia. Bezsilnie opadłam na wielkie łóżko, a morfeusz natychmiast zabrał mnie do swej krainy snu.. Rano obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno. Pięknie, usnęłam w ciuchach. Przetarłam swe zaspane oczy po czym rozglądając się po pokoju koszmar ponownie wrócił. Byłam nadal zaskoczona przebiegowi zdarzeń. O losie.. Chciałam mieć spokojnie życie, ale chyba zbyt wiele wymagałam. Ponownie rozejrzałam się po pokoju, a na biurku ujrzałam gruby zeszyt, którego wczoraj jeszcze tutaj nie było. Niepewnie podeszłam otwierając pierwszą stronę. Nie byłam pewna czy dobrze robię biorąc czyjąś własność. Przyglądając się okładce i wielkiemu napisowi "Własność Julliet Oxfort" przełknęłam głośno ślinę. Czyli dowiem się kim tak naprawdę jesteś dziewczyno z którą mnie mylą. Opisywała tak bardzo dobrze znane mi sytuacje, czułam się jakbym już to wszystko gdzieś czytała. To było takie nie realne. Z każdą przeczytaną historią z jej życia odczuwałam jakbym też tam była i razem z nią to przeżywała. Napotkałam również wpis z 2008
" Tak bardzo Go kocham. Justin Bieber jest moim narkotykiem, który wciągam, gdy go czuje."
Przemknął po mym ciele dreszcz, a do głowy wpadło jakieś wspomnienie z nad jeziorka. Ja, On i całujemy się? Kurde co się ze mną dzieje. W tym domu mam niekontrolowane schizy. Co ze mną nie tak.
- Julliet - usłyszałam z dołu, ale się nie odezwałam, miałam nadzieję, że zaraz z drugiego pokoju wyjdzie dziewczyna, której szukają. - Melanie - krzyknął ten sam głos znów. Westchnęłam głośno schodząc po schodach na dół. Byli już wszyscy.
- Wyspałaś się księżniczko? Jest Twoje ulubione śniadanie. - przytuliła mnie ciemnowłosa kobieta.
- Dziękuje, to miłe, ale skąd pani wiedziała, że lubię naleśniki z syropem klonowym?
- Znam swą córkę jak własną kieszeń - wolałam już tego nie komentować.
- Zostaniecie u nas parę dni?
- Yhmm.. Nie wiem, mam dużo spraw do załatwienia - spojrzałam na Biebera.
- Zostaniemy - odpowiedział kobiecie. Pięknie..
- Ale mogę mieć prośbę? Chciałabym się wykąpać po śniadaniu, Justin przyniósł byś moją walizkę z samochodu?
- Skarbie Twoje wszystkie ciuchy są na górze w pokoju.
- Niezręcznie mi proszę pani.
- Oh, przepraszam, może pójdę do siebie.
- Nie widzisz, że się stara? - wysyczała małolata.
- Nikt jej nie każe
- Jesteś niewdzięczna. Wiesz co Ona przez Ciebie przeżywała?
- Nie zna mnie
- Jak możesz tak mówić? Jak może nie znać własnej córki, stuknij się w głowę. - prawie, że wrzuciła swój talerz do zmywarki wściekła wychodząc z kuchni.
- Justin nie podoba mi się tu, nie podoba mi się, że oni krzyczą, jak się do mnie odnoszą. Ja do nich nie pasuje, nie znam ich, błagam wracajmy. - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku na co szatyn przyciągnął mnie do siebie. Usadził mnie na swych kolanach przyglądając się moim tęczówkom.
- Posłuchaj mnie.. - odgarnął kosmyk moich włosów za ucho uśmiechając się. - To jest nieuniknione, musisz sobie przypomnieć, bo to naprawdę Twoi rodzice, nikt Cię nie wkręca. Julliet chociaż spróbuj otworzyć się, pozwól im pokazać Ci, że to naprawdę Twa ciepła rodzina.
- Justin.. Moi rodzice nie żyją.
- Bzdura.. Oni mieszkają tutaj i strasznie za Tobą tęsknią.
- A John? On też pewnie tęskni i się martwi.
- Nie, Jego nawet nie obchodzi, że zniknęłaś. Jest dupkiem, teraz masz rodzinę.. Masz mnie.. - spuścił wzrok niepewnie wypowiadając słowa o tym, że On również przy mnie będzie. Serce zabiło mi dwa razy szybciej, a ciało wtuliło w jego tors. Objął mnie ramieniem karmiąc naleśnikami. Śmialiśmy się i naprawdę świetnie bawiliśmy "karmiąc się" nawzajem. Poczułam się jak dziewczynka. Ta mała, szczęśliwa, która powróciła do życia.
- Justin.. czemu muszę mieć tak okropne życie? - ułożyłam główkę na jego kolanach, gdy siedzieliśmy w "moim" pokoju. Chłopak bawił się kosmykami moich włosów, wywołując u mnie tym samym dreszcze. Westchnęłam cicho rozglądając się po pokoju. W jakiś sposób był mi bliski, ale po przemyśleniu stwierdziłam, że tylko coś sobie ubzdurałam.
- Nie mów tak, życie znów daje Ci po prostu o siebie znać. Przez okrągłe 5 lat byłaś pod rządami tego idioty, w końcu los się do siebie uśmiechnął i gdy masz okazję wrócić do dawnego życia Ty nie dajesz temu szansy.
- Ale Justin ja nic nie pamiętam. - westchnęłam mimowolnie pod noskiem wpatrując się w sufit.
- Pomogę Ci, a teraz zbieraj się. - w mgnieniu oka znaleźliśmy się na dole, a obok stanęła cała ta rodzina.
- Wychodzę z Jull, wrócimy później. Pokażę jej miasto.
- Może pójdziemy wszyscy razem? - spytałam.
- To dobry pomysł - na początek miasto, potem wspólny obiad w jednej z restauracji i na koniec niespodzianka przygotowana przez szatyna i blondynkę. Mogłam przyznać, że było naprawdę fajnie. Odnalazłam w tej rodzinie coś co przez 5 lat mi brakowało. Rodzinne ciepło, współczucie i przede wszystkim jakiekolwiek uczucie.
- Jull zawiążę Ci teraz oczy. - stanął za mną Justin przewiązując mi oczy chustą. Po raz kolejny zaufałam mu. Wokół siebie słyszałam wyłącznie ćwierk ptaków, nikt się nie odzywał.
- Daleko jeszcze? - przerwałam niezręczną ciszę.
- Już jesteśmy - odwiązali mi chustę, a mi zamarło serce. Było pięknie. Wielka łąka, a wśród niej jeziorko po którym dryfował drewniany domek. Przełknęłam głośno ślinę wdychając rześkie powietrze.
- Tu.. tu jest cudownie - rozglądałam się przez cały czas. Czułam, że już tutaj byłam, a być może to wyłącznie mi się śniło. No nie ważne. Podobało mi się.
- Nadal nic? - opadły blondynce ręce.
- To nie będzie taki łatwe. - odezwał się do niej Justin.
- Ja jej przypomnę, postaram się o to. - klasnęła w dłonie rozpromieniona blondynka. - Julliet chodź ze mną. - ruszyłam za blondynką w głąb łąki. Prowadziła mnie na tę "łajbę" bo chyba tak można to nazwać. Westchnęłam idąc tuż za nią. W środku było dokładnie jak ze snu. Każdy centymetr tego pomieszczenia dobrze znałam, tak jakbym przebywała tutaj kiedyś często.
- Justin sam dla Ciebie to zrobił, na Twoje 13 urodziny, urządziłam to ja wraz z Twą przyjaciółką Keisi - gdy tylko usłyszałam te imię moje ciało znów oblała dziwna gorąca fala. Zakręciło mi się w głowie, a dziewczyna zniknęła z pola mojego widzenia. Przed oczami ukazała mi się wizja, gdy już tutaj we dwie byłyśmy, a wtedy ona wpadła do wody. W tym momencie usłyszałam plusk. Wybiegłam na mini tarasik, a w wodzie ujrzałam topiącą się blondynkę. Przerażona nie wiedziałam co robić, wszyscy nagle zniknęli, a ja nie miałam wyjścia. Wskoczyłam do wody tuż za dziewczyną ratując jej życie. Wyciągnęłam ją na brzeg udzielając jej pierwszej pomocy. Byłam przerażona, dziewczyna się nie poruszała. Zrobiłam 30 uciśnięć na klatce, a potem dwa wdechy. Krztusiła się, a obok mnie nagle znalazł się Justin z jej rodzicami. Ulżyło mi, gdy blondynka się ocknęła.
- Emilly - zaczęłam.
- Ej zaraz czyli jednak mnie pamiętasz?
- Co?
- Powiedziałaś przed chwilą do mnie po imieniu, a przecież straciłaś pamięć.
- Ja sama nie wiem. - położyłam się na trawie, a obok mnie znalazł się Justin. Przyglądał mi się uważnie uśmiechając się. Odwzajemniłam jego gest i czując jego dłoń na mojej przygryzłam dolną wargę. Przyglądając się jego oczom zjechałam wzrokiem na Jego usta, a wtedy On zaczął się do mnie zbliżać. Jego twarz była coraz bliżej, a wtedy....



~♦~~.
No więc kolejny rozdział dodany. Mam nadzieję, że spodoba Wam się i wybaczcie, że tak mało akcji, ale już na następny mam w miarę dobry pomysł i jestem w jego połowie, także być może w szybkim tempie dodam kolejny. Jeśli Wam się podoba zostawcie coś po sobie, będę wdzięczna :*
Tagi: .
25.11.2013 o godz. 13:46
CZEŚĆ WSZYSTKIM



Pamiętacie jeszcze mnie? Mojego bloga? Losy bohaterów, każdą rozterkę, ludzkie szczęście i nienawiść? Nie? Wcale się nie dziwię. Nie było mnie tutaj bardzo długo, życie realne mi się skomplikowało i musiałam poukładać, ale wychodzę na prosto i dlatego też chciałam znów dla Was pisać i wciągnąć w zupełnie inny tym razem świat. Jednak pytanie do Was czy chcecie? Chcecie, bym tutaj wróciła i kontynuowała przygodę Melanie i Justina czy zupełnie zacząć coś Nowego, zupełnie innego? Jak myślicie? :]
http://www.youtube.com/watch?v=3igoJq0zzFg
24.11.2013 o godz. 13:47
Nie będę wiele pisać... Powody są dwa...
Mało osób komentuje, za niedługo szkoła, nie będę miała czasu pisać nowych rozdziałów :c

Tzn, mam sporo już napisanych, bo ponad 60 mam na komputerze, ale te rozdziały się w końcu skończą. Nie usunę bloga, tylko go zawieszę.
Może kiedyś postanowię znów zacząć coś pisać, albo np kończyć to co zaczęłam tu, wtedy was o tym powiadomię tutaj <3

W RAZIE JAKICHKOLWIEK PYTAŃ PISZCIE NA TT : @bieberrauhlx33 lub @loverauhlx
Jeśli nie macie twittera to tutaj w prywatnych <3

Dziękuję za uwagę ♥ kc ♥
Kopia tumblr_mqjlotUABZ1rmpsazo1_500.jpg
Kopia http%3A%2F%2F25.media.tumblr.com%2F7bbad57c728e12d8b4355aaf70a01305%2Ftumblr_mkheuksSyG1s2ehmxo2_500.png
tumblr_mr154jmlG21rxuow6o1_500.png
Kopia BR0Gap9CIAAJXBv.jpg
tumblr_mqxm9dCGrE1s2chx0o1_500.png
18.08.2013 o godz. 17:56
Z samego rana znów wizyta pani Donovan.. Z ta kobieta nie da się wytrzymać.. Mówi i tłumaczy strasznie szybko, patrzy co chwila na ciebie i wzrokiem jak byś zabiła jej matkę a potem jeszcze ma coś do ciebie bo źle zrobiłas zadanie.
-Ughhh ! - Westchnęłam zdenerwowana.
-Co powiedziałaś? -Zapytała z głupim uśmiechem Donovan - powtórz..
-Nic nie mówiłam !
-Ale ja coś słyszałam...
-To się chyba pani przesłyszało ! - Oparlam się o krzesło i skrzyżowałam ręce. - Uszy se umyj - dodalam pod nosem. Kobieta znów na mnie spojrzała morderczym wzrokiem. Już chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała.
-Mogę isc do toalety ? - przerwałam długa ciszę.
-Ummm. Dobrze idź. - Wydusila z niechęcią Donovan. Z szerokim uśmiechem odeszlam od stolika i ruszylam do łazienki. Wracając wpadłam na Justina .
-Co ty taka zdenerwowana ? - Zapytał obejmując mnie.
-Mam dość tej baby.. Znam ja 2 dzień, ona mnie też, a już coś do mnie ma..
-Skarbie spokojnie. Nie denerwuj się.. Jeszcze tylko godzina - spojrzał na zegarek - jak coś jestem w kuchni.. - Teraz już wiedziałam, że ta ostatnią godzinę Justin będzie mnie cały czas obserwował bo z kuchni idealnie widać miejsce gdzie się uczymy.
Zobaczyłam że Donovan nas obserwuje więc tak jak by na złość, odsunęłam się od Justina i namiętnie wpilam się w jego usta co on z lekkim zaskoczeniem odwzajemnił.
-Przepraszam - zagryzlam dolną warge.
-Nie masz za co.. Mnie się podobało - szatyn się zaśmiał..
-Dobra.. Ide.. - Oznajmiłam i wróciłam Karoliny i nauczycielki.
-Co robisz ? - Zapytałam Karoline bo coś zapisywala.
-Rozwiązuje zadanie z chemii.
-aaaahaaa.. A co ja jam zrobić ? - Zapytałam nauczycielkę.
-Lubisz francuski ?
-Skąd taki pomysł ?
-Wiesz z tego co przed chwilą zaprezentowałaś to stwierdzam że z pocałunkiem francuskim nie masz problemu...
-Hahahahaha...
-Dobra.. Weź podręcznik z matematyki i zrób zadanie 21 że str 19 . - Zasugerowała. Ja zrobiłam tak jak kazała i z drobnymi pomylkami po jakimś czasie rozwiazalam zadanie. Cały czas nie mogłam się skupić bo czułam na sobie wzrok swojego chłopaka. Kiedy się odwracalam w jego stronę on rzucał mi seksowne spojrzenie lub oblizał usta po czym słodko ale za razem zadziornie się uśmiechnał.
Donovan w końcu się zebrała i wyszła. Justin przyszedł do salonu, usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie zachęcając mnie abym usiadła obok.
-zaraz - pokrecilam głową i poszłam do kuchni. Nalałam sobie chłodnej wody mineralnej do szklanki i poszłam z nią do salonu. Kiedy tam przyszłam Justin i Karolina coś między sobą szeptali. Kiedy mnie zauważyli od razu przestali.
-O co chodzi ? O czym tak gadacie ? - Zapytałam.
-Nie.. Nic.. - Odparła Karolina.
-ej no ! Nie róbcie sobie jaj.. O co chodzi ? Coś się stało ?
-Niee - pokiwal przecząco głową Justin.
-pić mi się chce.. - Wtracila Karolina. Podniosła się z kanapy i poszła do kuchni. Wykorzystałam sytuację, zajęłam miejsce obok szatyna.
-O czym gadaliscie ? - Zaczęłam
-Skarbie.. Nic takiego..
-Justin ! Mów mi o co chodzi...
-Ale ...
-Nie ma żadnego ale ! Mów o co chodzi ..
-Lepiej będzie jak powie ci to Karolina.. - Chlopak się speszyl trochę.
-No dobra... - Westchnełam i ruszyłam do kuchni do Karoliny.
-Ekhem .. -Odchrząknęłam. Karolina szybko się odwróciła w moja stronę.
-No ?
-O czym gadaliscie ?
-eeee.. No wiesz... - Przerywala - o niczym.
-Karolina ! Nie denerwuj mnie! O co do cholery chodzi ? Justin powiedział, że ty mi powiesz... - Karolina dziwnie spojrzała a potem podeszła do drzwi kuchni. Zmierzyła go wzrokiem i parsknęła do Justina :
-Dzięki ! - I znów spojrzała na mnie..
-No więc ... ?
-Wiesz... Chodzi o to, że... - Przerwała. Obok niej stanął Justin i położył zachęcająco rękę na jej ramieniu. - no więc.. Justin chciał żebym cię namówiła żebyś zatańczyła z nim na scenie... Ale on nie wie jaką jesteś uparta i że ciężko będzie cię przekonać...
-Co ? ! Tańczyć ? Na scenie ? - Parsknęłam śmiechem. - O nieee ..
-Kinga ! Masz talent ! Powinnaś się zgodzić ! Zawsze chciałaś tańczyć.. No więc ja spełniałam marzenie bo śpiewam z Justinem. Teraz twoja kolej ! - Zachęcała mnie. Nagle.zwróciła się do Justina - ale o mnie zapomnij ! Ja nie zatancze...
-O tym że ja zatancze też możesz zapomnieć ... - Odparlam krzyżując ręce. Wyminęłam ich i wróciłam do salonu.
*oczami Karoliny*
-Ughhhh ! - Wkurzyłam się. - przecież ona ma talent ! Musi tańczyć ! Jezuu... Czemu ona jest taka uparta ? ! - Byłam wściekła i nie panując nad sobą uderzyłam ręką w stół. Aż coś chrupnelo.
-Au . - jeknelam. Justin mi się przyglądał.. Złapałam się za rękę bo zaczęła mnie boleć. Zacisnelam zeby z bólu.
-Boli ? - Zapytał cicho Justin. Ja pokiwalam przecząco głową.
- Co to było ? ! Usłyszałam huk.. - Do kuchni wparowala spanikowana Kinga. Spojrzała na moja rękę i powiedziała:
- Co zrobiłas ?
-Nic... - Zacisnelam oczy, w których powoli zbierały mi się łzy i wybieglam do łazienki.
*oczami Kingi*
Karolina wybiegla z kuchni a ja spojrzałam pytająco na Justina.
-Uderzyła ręką w stół, aż coś chrupnelo...- westchnął.
-Kurdeee. Ona zawsze najpierw robi potem myśli.. - Wkurzyłam sie. Wyszłam z kuchni i podeszłam do drzwi łazienki. Cicho w nie zapukalam. Po chwili weszłam do łazienki. Zobaczyłam jak na wannie siedzi Karolina i masuje swoją rękę. Usiadlam obok niej.
-Boli ? - Zapytałam chociaż znałam odpowiedź. - Chcesz lodu ? - Zadalam kolejne pytanie nie czekając na odpowiedź pierwszego pytania. Karolina pokrecila głową więc ja szybko poszłam do kuchni, wyciągnęłam lód z zamrażarki i przyniosłam Karolinie.
- pokaż.. - Chwycilam delikatnie jej obolałą dłoń i przyłożyłam zimny lód. Karolina cicho jęknęła .. Jej ręką zaczynała puchnąć i sinieć, ale po jakimś czasie przykładaniu lodu przestała.
-Kinga muszę ci coś powiedzieć ... - przerwała i spojrzała na mnie poważnie.
-No mów .. co się stało ?
-bo ja ... Już .. Nie jestem no ... Ten.. No dziewicą ... - wtrąciła.. Otworzyłam szeroko oczy.. w ogóle nie kryłam zaskoczenia/
-Co ? ! ale jak to ? ! z kim ? kiedy ? co ? !
-No jak z kim? Z Niallem! No ... I to było wczoraj ... - jej policzki były czerwone jak dwa pomidory. - no i ten ... Justin już wie..
-Co ? ! Czemu ja dowiaduję się jako ostatnia ? ! - wykrzyczałam. Justin to musiał usłyszeć bo wszedł do łazienki.
.no bo ... Ja powiedziałam Justinowi pierwszemu...bo bałam się twojej reakcji... - spojrzała na Justina - tylko prosze ... Nie mówcie nikomu innemu ... Tylko wam powiedziałam...
-No dobra -wzruszyłam ramionami- ja nikomu nie powiem ... a ty Justin ? -spojrzałam na niego
-Co ? No ja też -powiedział jakoś bez przekonania.
-Justin !
-No co ?
-To ważne dla Karoliny więc obiecaj, że nikomu nie powiesz ...
-No przecież mówię, że nikomu nie powiem -oblizał usta. Karolina lekko się uśmiechnęła.
-Nie jesteś zła ? - zapytała
-Nie - uśmiechnęłam się lekko.
-Ahaa .. no to.. ten .. jak .. zgadzasz się ?
-No, ale na co ?
-No żeby tańczyć ? - Karolina znów wróciła do tego tematu.
-Nie ! przecież już mówiłam.
- No, ale czemu ? - Justin spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
-No bo nie ! Justin ! To jest twoje show ! po za tym .. ja bym nawet nie dała rady wyjść na scenę ... a tym bardziej, że swoim kalecznym tańcem wszystko bym popsuła .... -spuściłam głowę w dół
-KINGA!!! Nie denerwuj mnie. - krzyknęła Karolina .
-Nie ! Ja nie dam rady ! - wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju mojego i Justina. Po chwili weszła tam Karolina. Usiadła obok mnie na łożku.
-Jesteś niemożliwa... Kinga... Ja chce dla ciebie jak najlepiej... Ja spelniam swoje marzenia.... Chce zebys ty tez spelniala swoje!
-słuchaj .. ja wiem.. ale zrozum, że do szczęścia nie potrzebuję niczego więcej.. na prawdę, to że tu jestem to już jest coś i to mi wystarczy.. Na prawdę.. te występy nie są mi potrzebne.. co prawda.. chciałabym tańczyć, ale bez przesady .. nie na scenie, z Justinem .. po prostu nie .. bo ja się boję występować i wgl. lubię tańczyć, ale dla siebie ..
-Kinga.! ... Jeżeli to coś zmieni to wystapie z toba....ale tylko spróbuj! Proszę ! Jeden koncert ! Dla mnie? - spojrzała na mnie oczkami szczeniaka.
-Karolina ... ja nie wiem .... na prawdę ... boję się ... a jeszcze jak pomyślę, że tyle ludzi będzie na mnie patrzeć to mnie dreszcze przechodzą
-to nie takie straszne uwierz ! No i będę z tobą..
-no... ale jakim cudem będziesz ze mną skoro przecież ty też występujesz ? co .. nalatasz, nabiegasz się na scenie podczas tańczenia, potem zejdziesz, zaśpiewasz i znów wejdziesz ? -parsknęłam śmiechem
-tak ! To jak .. Zgadzasz sie ?
-no nie wiem... -westchnęłam. nagle do pokoju wszedł Justin
-przeszkadzam ? - zapytał
-eeee ... nie .. -zaprzeczyłam. wszystko byle tylko zmienić temat występu.
-co jest ? -zapytałam szatyna. Chłopak spojrzał mi w oczy i zapytał:
-Zgadzasz się?
-huh .. to mi chyba nie da spokoju ... mogę się zastanowić ?
-eeeeee -Justin przeczesał włosy- nie za bardzo bo za pół godziny musimy być na próbie .. z tobą lub bez..
-kurcze no... boję się ... strasznie ...
-zgadza się. - wtrąciła Karolina i spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem - i to mnie tu się dziękuje Justin! - pokazała mu język
-Taaak ! To super ! teraz będziesz występować razem ze mną -uśmiechnął się szeroko Justin. Ja nie chciałam sprawić im przykrości więc tylko potakiwałam.
-chyba na to wygląda -uśmiechnęłam się
-Dobra dziewczyny .. czekają na nas.. -wszyscy wyszliśmy z pokoju i wyszliśmy przed hotel.. po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu tam gdzie miała się odbyć cała próba.
- do tej pory byłam tutaj tylko popatrzeć... a teraz ludzie będą patrzeć na mnie ... -westchnęłam na co Karolina i Justin się uśmiechnęli.
-hahaha dasz radę - Karolina się zaśmiała. weszliśmy do budynku i mieliśmy się przebrać w stroje.
-ym... Ktoś mi będzie musiał pomóc się ubrać.... No wiecie ręka.... Jeszcze boli .. - westchnęła moja siostra.
-Ja mogę ! -krzyknął ze śmiechem Justin.
-eeej ! to moja siostra ! -wrzasnęłam
-Przecież wiem.. żartowałem ... -zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował.
-dobra .. ja ci pomogę .. no chyba że nie chcesz ... - zaproponowałam Karolinie.
-Justin jeszcze dzisiaj zarobisz w policzek z otwartej od Kingi -zaśmiałam się dziewczyna - nie nie chcę was , bo wy musicie iść do tamtej garderoby się przebrać bo zaraz będzie próba do BAAB a wy obydwaj występujecie! - Niespodziewanie od tyłu do Karoliny podszedł Niall i ją przytulił.
-okej, okej .... Cześć Niall -wyszczerzyłam się i pomachałam chłopakowi - twój pomocnik się chyba znalazł -zaśmiałam się
-a o co chodzi ?
-Karolina ma mały problem i nie może sama się przebrać, a mojej i Kingi pomocy nie chce więc w samą porę się zjawiłeś -uśmiechnął się Justin- to my pójdziemy tam -wskazał na drzwi mojej i jego garderoby- a wy tam -dodał i wskazał na garderobę Karoliny.
-Justin tylko wiesz Kinga musi się skoncentrować więc żadnych wygibasów w tej garderobie ! - Karolina puściła mu oczko.
-hahahahahahaha ... a może właśnie tego mi potrzeba ? ! -zaśmiałam się głośno. złapałam szatyna za rękę i wciągnęłam do garderoby. szybko się przebraliśmy. Kiedy wyszliśmy Karolina i Niall jeszcze nie wyszli więc nie czekając na nich poszliśmy na próbę. Ja miałam kurs przyśpieszony.. w godzinę musiałam nauczyć się, zapamiętać i ogółem opanować układy.. nie było łatwo, ale miałam dobrych nauczycieli.. W końcu zjawiła się Karolina z Niallem.
-a wy co tak długo ? ja już ogarnęłam połowę układu do BAAB ..
-to tylko 15 minut było ! - bronił się Niall
-taa.. ja już wiem co tam się działo .. -zaśmiałam się a Niall lekko się zarumienił.
- oj cicho tam! - Karolina spojrzała na Justina który gadał właśnie z Alfredo i był bez koszulki - Ubierz się ! -krzyknęła- Dzisiaj jestem w humorze żeby mu dokuczać- dodałam i uniosłam brew. wspięła się na palce i pocałowała Nialla namiętnie
- zobaczymy się później na próbie 1D .
-Eee... Skarbie, nie wiem czy pamiętasz.. ale dziś wyjeżdrzam .. nie będzie próby ...
-O jezu .. - Karolina złapała się z głowę.. - zapomniałam, że to już dziś.
-Przyjechałem się pożegnać. - westchnął smutny. Karolina mocno przytuliła blodnyna tak jak by nie chciała go nigdy już puścić.
-Będę tęsknić - westchnęła przez łzy. Do mnie podszedł Justin i oboje przyglądaliśmy sie jak oni sie żegnają.
-Ja też będę - odpowiedział Niall i jeszcze mocniej przyciągnął do siebie Karolinę. -Kocham cię.. pamiętaj żeby dzwonić.
-No przecież ! ale ty tez masz dzwonić ..
-Będę.. obiecuję .
-Ja też .. - znów namiętnie się pocałowali.. to był ich ostatni pocałunek na dość długi czas więc musiał być wyjątkowy .. aż zrobiłam zdjęcie bez ich wiedzy.. Za nim się od siebie odsunęli ja schowałam telefon.
-No to na razie - podszedł do mnie uściskał po przyjacielsku .
-No trzymaj się - uśmiechnęłam się . Pożegnał się jeszcze z innymi i dopiero potem wyszedł z budynku.. Karolina już zdążyła się trochę pozbierać..
-Spokojnie - pocieszyłam ją .
-Jest okej - uśmiechnęła się . - tańczymy ?
-Taak, jasne ..
*oczami Karoliny*
dołączyłyśmy do grupy. W BAAB strój do tańca był skromny. W tym tańcu były same dziewczyny więc miałyśmy na sobie staniki sportowe,krótkie spodenki z flagą Kanady i do tego jeansową kamizelkę.Niestety mieliśmy problemy techniczne więc mieliśmy 10 minut przerwy.Kinga poszła usiąść obok Justina a ja wpadłam na pomysł.
-Justin..ym.. Zrobiłbyś coś dla mnie ? - zapytałam siadadjąc obok niego.
-zależy co to takiego jest ? -zaśmiał się cicho.
-wiesz... Ja i Kinga jesteśmy Beliebers i wgl i wiemy jak one bardzo cię kochają itd.więc może ja ty i Kinga byśmy zrobili livestream albo poodpowiadali na ich tweety ... - zrobiło mi się głupio ,zaczerwieniłam się - ymm ... Sorki że cię namawiam ..
-nie za bardzo rozumiem ....
-zrobisz livestream? -spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. Rzuciłam mój telefon w strone Kingii. Widniały tam tweety od Belieberek które wprost o to błagały- wiem że to głupie że tak nalegam... Ale proszę ..
-Justin... to dobry pomysł.. - wtrąciła Kinga.
-no wiecie, raczej nie ma problemu... dziś nie ma koncertu, cały wieczór jest wolny więc czemu nie ? -uśmiechnął sie szeroko. - to dla mnie przyjemność .. Miło, że sie tak troszczycie o moich fanów .. - uśmiechnął się słodko i objął nas.
-dzięki- Allison nas poinformowała że próba się zaczyna więc wróciliśmy na parkiet.
*oczami Kingi*
Po kilku wyczerpujących godzinach prób wróciliśmy do hotelu
-no to jak... gotowa ? - Zapytał Justin kiedy weszliśmy do naszego pokoju.
-ale na co ?
-Jutro twój 1 wytęp.. -uśmiechnął się. Na samą myśl, serce zaczęło mi szybciej bić.
-taaak .. jasne .. to znaczy... chyba nie mam wyjścia -uśmiechnęłam się nieśmiało.
-nie martw się będziesz niesamowita -złożył na moich ustach gorący pocałunek. Jednym szybkim ruchem zdjął mój sportowy stanik więc został mi tylko mój normalny. - Te spodenki cię nie cisną? -oblizał usta i uśmiechnął się szelmawsko.
-troszeczkę... masz może na to jakiś sposób ? - uśmiechnęłam się i zagryzłam dolną wargę. patrząc mi w oczy powoli odpiął moje spodenki, drugą ręką zjechał z mojego policzka na moje pośladki i przyciągnął mnie bliżej do siebie.
-lepiej? -zapytał, w jego oczach paliły się płomyczki.
-idealnie - zanów zagryzłam dolną wargę i szybkim ruchem ściągnęłam jego białą koszulkę. uśmiechnęłam się po czym musnęłam swoimi wargami usta Justina. ścisnął moje pośladki powodując u mnie cichy jęk przy czym odtworzyłam buzie co on wykorzystał i wśliznął się swoim językiem do moich ust.
-Kocham Cię - wyszeptał. Wziął mnie na ręcę i zaniósł na łóżko. Szatyn naparł na mnie swoim ciałem.
-ja ciebie też - przerwałam na krótką chwilę nasz pocałunek. Justin zaczął jeździć swoimi ciepłymi dłońmi po całym moim ciele, w końcu ze swoimi ustami zszedł na moją szyję i zaczął ssać moją skórę co doprowadzało mnie do szaleństwa ...
-Justin .... ? -przerwałam
-Mhhhm ? -zapytał nie przerywając składania pocałunków na mojej szyi
-nie możemy.. nie teraz -szatyn zaskoczony odsunął się ode mnie
-ale dlaczego ? Jesteśmy chyba dorośli prawda ?
-No tak, ale znając ciebie to pewnie nie masz zabezpieczeń, ja też nie mam.. po za tym obiecałeś zrobić livestreama..
-no tak .. -zawiedziony opadł na poduszkę obok, położył mi rękę na policzku i patrzył mi w oczy- myślałem że inaczej dzisiaj zareagujesz na to wiadomość o Niallu i Karolinie -powiedział i kciukiem jeździł mi po dolnej wardze.
-a jak miałam zareagować ? -byłam zdziwiona bo moim zdaniem zaregowałam normalnie.
-tak... Spokojnie zareagowałaś.. Ona mi to powiedziała o tym wcześnie rano, za nim wstałaś, a potem cały dzień się stresowała - pocałował mnie - no to chodź idziemy -podniósł się.
-Ona jak zawsze przeżywa.. jest dorosła .. co miałam się na nią wydrzeć jak na małe dziecko ? przecież skończyła 18 lat, może robić co jej się podoba ... -wtrąciłam i ruszyłam za szatynem.
-Ejj ! - spojrzał na mnie
-No co ?
-w samym staniku i majtkach pójdziesz? No wiesz mi to tam nie przeszkadza ale tam są Alfredo i Scooter -mrugnął- mogę ja ci dzisiaj wybrac ubrania ? - zasugerował.
-a no tak ... -złapałam się za głowę - skoro chcesz... no to wybieraj .. tylko mam wyglądać normalnie ! -zaśmiałam się
-spokojnie.. będziesz wyglądać pięknie.. -uśmiechnął się i podszedł do szafki i zaczął szukać .Po 5 minutach ubrania które były schludnie pukładane Justin rozwalił.
-oooo ! Mam ! - wyciągnął różowo-czarną sukienkę bez ramionczek- załóż tą - wyzunął rękę z sukienką w moją stronę.
-Justin... czy ty się dobrze czujesz ... ona mi jest do połowy uda ! nie idę na jakąś imprezę tylko do pokoju obok !
-noo doobraaa... A to co ? -wyciągnął z szafki białą bluzkę z napisem 'I Love Bieber'. Spojrzał na napis i spojrzał na mnie- awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww hahahahahaha - ja się zaczewieniłam
-eeee ... a to nie wiem skąd .... to ... no ten ... -zaczęłam się robić czerwona- ohh ! no przecież jestem Belieber ! chyba mam prawo do takich koszulek ! -zaśmiałam się i wyrwałam mu ją z rąk. Porządnie złożyłam i z powrotem schowałam do szafy- to jak ... nadal ty wybierasz mi ciuchy czy sama moge? -uśmiechnęłam się. Justin chwile się zastanowił ..
-Wiem ! - niemal krzyknął. Podszedł do półki z moimi ciuchami. Wyciągnął dla mnie moje ciemno-niebieskie rurki i mi je podał.
-W samych spodniach mam iść ? - zaśmiałam się.
-Nie .. poczekaj chwilkę .. - teraz podszedł do swojej półki i zaczął w niej grzebać. Po chwili wyciągnął z niej jego koszulę koszulę w kratę.. - Masz jeszcze to - uśmiechnął się i mi ja podał. Odwzajemniłam uśmiech i szybko się ubrałam w to co wybrał mi szatyn.
-Nie jest tak źle - zaśmiałam się patrząc na swoje odbicie w lustrze.
-No bo ja wybierałem - wtrącił szatyn i pocałował mnie w policzek. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Przynieśliśmy laptopa i powoli przygotowaliśmy się do livestreama.. Wcześniej jeszcze Justin powiadomił o tym swoich fanów więc było już ich ponad 30 tysięcy, a liczba ciągle rosła. w końcu byliśmy na żywo...





Dziękuję za komentowanie *sarkazm*
tumblr_mjvyqx5nsO1rgqasko1_500.png
486682_474478452620311_1044276007_n.jpg
tumblr_mp2qohNGKK1sut4juo1_500.jpg
BKrDceCCQAE9W3d.jpg
BQezM4iCYAA1Zmp.jpg
Tagi: Rozdział 31
16.08.2013 o godz. 14:36
Czas wrócić do rzeczywistości.
Dziś z samego rana czyli o godzinie 7 miałam pobudkę. Scooter dobijał się do drzwi pokoju mojego i Justina tak głośno że nie dało się tego ignorować.
-Co się stało ? ! - Krzyknęłam.
-wstawaj !
-Ale po co ? !
-Dzwoń do Karoliny i sama się ubierają bo zaraz macie obie lekcje. - Scooter wysunął głowę zza drzwi. Ja gwałtownie się podniosłam i zrobiłam wielkie oczy.
-Zapomniałam ! -Złapałam się za głowę. - Ughhh.. - Siegnelam po telefon i wybrałam numer Karoliny.
-Haloooo ? - Uslyszalam jej zaspany głos w słuchawce.
-Karolina, wstawaj, budź Nialla ubierają się, weź książki i przyjeżdżaj tutaj bo za godzinę będzie nauczyciel !
-Co ? ! - Była zaskoczona.
-Ja o tym kompletnie zapomniałam.. Dobra, nie gadaj tylko jeszcze przed 8 musisz tu być.. - Mówiąc to szłam do łazienki.
-Okej, okej. Do zobaczenia. Pa - rozłączyła się. Zawiązałam włosy w koka i wzięłam szybki prysznic. Później starannie umyłam zęby, pomalowałam się, wyprostowalam włosy i spryskałam ciało czekoladowym perfumem. Kręciłam się po pokoju szukając ładowarki do telefonu.
-Mmmmmmm.. Co tak ładnie pachnie - Justin zaciągnął nosem powietrze wtedy kiedy ja stalam obok niego..
-Ale jak ?
-No... Tak ładnie.. - Odparł szatyn z zamkniętymi oczami i jeszcze raz wciągnął powietrze - czekolada ! - Wtrącił.
-Aaaaaahaaaa... No to chyba ja - zasmialam się. Chlopak złapał mnie w pasie i jednym ruchem sprawił że lezalam na nim.
-Czemu już nie śpisz ? - Zapytałam
-już dawno nie śpię. Scooter się dobijał chyba z 15 minut do tych drzwi - zaśmiał się
-No... - Przytaknelam - dobra... Puść mnie bo za... - Spojrzalam na zegarek - za 10 minut przyjdzie ten cały nauczyciel, a ja nawet książek nie wypakowalam.. No i Karoliny jeszcze nie ma...
-Musisz isc ?
-No tak ! Ale przecież bede w pokoju obok - zasmialam się i pocałowałam szatyna w policzek. Justin wypuścił mnie z uścisku i bez problemu podniosłam się z niego. Poszłam do walizki. Wyciągnęłam jakieś podręczniki, długopisy i zeszyt. Po chwili w drzwiach.pokoju pojawiła się Karolina.
-Oooo.. Widzę że Justin jeszcze śpi - spojrzała na chłopaka który właśnie leżał na łóżku przykryty do pasa kremowa kołdrą.
-Wcale nie śpię ! - Oburzyl się.
-Dobra, dobra - zasmiala się Karolina.
-Gdzie Niall ? - Zapytałam.
-Gada z Alfredo - Uśmiechnęła się.
-Ahaaa - odwzajemnilam Uśmiech.
W tym samym czasie kiedy weszłyśmy do salonu do drzwi zapukał nauczyciel... A właściwie nauczycielka.. Pani Donovan.
-Dzień dobry - razem z Karolina powitałam ją z uśmiechem.
-Dzień dobry - wydukala - ty pewnie jesteś Karolina - spojrzała na moją siostrę. Ona w odpowiedzi pokiwala głową. - A ty Kinga.. - Teraz spojrzała na mnie.
-Tak - odpowiedziałam stanowczo. Kobieta przedstawiła się nam, a zaraz po tym kazała siadać do książek. Normalnie zaczęliśmy lekcje. Co prawda nie było tablicy i tego wszystkiego, ale i tak jakoś dało się to ogarnąć. Po prawie 3 nieprzerwanych godzinach nauki w końcu mała przerwa. Ja poszłam coś zjeść bo od kiedy wstałam to nic nie jadlam.
Stalam w kuchni, opierałam sie o blat kuchenny a w lewej ręce trzymalam miskę z płatkami czekoladowymi..
-Jak idzie nauka ? - Zapytał zasypany Justin jak wszedł do kuchni.
-Chyba dobrze - odpowiedziałam przełykając płatki.
-To dobrze - szatyn do mnie mrugnął a po chwili oblizał usta.
-Przestan ! -wtracilam. Szatyn rzucił mi seksowne spojrzenie i jeszcze raz oblizał usta przesuwając mnie do siebie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy kiedy ta chwilę przerwało głośne i surowe odchrzakniecie Donovan. Odwróciłam wzrok od Justina i skończyłam jeść płatki. Odłożyłam pusta miskę i wróciłam do Karoliny i Donovan. Przede mną kolejne kilka godzin nauki...
Wybiła 14. Donovan powoli zaczęła sie zbierać. Oczywiście najpierw zadała nam coś dodatkowego na jutro.. Pożegnaliśmy ją z lekkim uśmiechem.
Poszłam do kuchni razem z Karoliną. Myślałyśmy, że właśnie tam będą chłopcy. Jednak nie .. Spojrzałyśmy po sobie ze znakiem zapytania, a potem ruszyłam w stronę mojego i Justina pokoju, łazienki, salonu, przedpokoju i wszystkiego innego .. Nigdzie ich nie było.
-Może pojechali do Nialla?
-Nie wiem ... zadzwoń - zaproponowałam. Karolina wyciągnęła telefon i pośpisznie wybrała numer swojego chłopaka.
-Nie odbiera - wtrąciła po chwili.. - Ty zadzwoń do Justina ... - spojrzała na mnie ..
-Nie da rady ... - westchnęłam.
-Co ? Czemu ?
-Mój kochany chłopak nie zabrał telefonu - podniosłam IPhona Justina z ławy i pomachałam siostrze przed oczami.
-Hahaha .. Mąrdze - Karolina się zaśmiała ja tylko pokiwałam głową ..
-No nic ... poszli gdzieś może coś zalatwić.. nie mam pojęcia.. dajmy spokój i chodźmy ... - przerwałam.
-Gdzie chodźmy ?
-No nie wiem .. Może... pokręcimy się po mieście ?
-No nie wiem . nie chce mi się .. - westchnęła Karolina.
-Tak właściwie to mnie też. - spojrzałam przez okno.. - Karolina.. a może pójdziemy do tancerzy Justina . Pogadamy z nimi - wpadłam na ten pomysł kiedy zobaczyła busa w którym oni aktualnie przebywali..
-Możemy - uśmiechnęła się szeroko. W tym czasie przyszedł Scooter.
-Scooter .... gdzie jest Justin i Niall ? - zapytałam.
-Nie wiem ... powinni być tutaj - rozejrzał się w okół ..
-A widzisz ich gdzieś tutaj ? - Karolina się zaśmiała.
-No nie.. dzwoniliście do nich ?
-No tak ... Niall nie odbiera.
-A Justin ? - w odpowiedzi nic nie powiedziałam tylko pokazałam na telefon który leżał na ławie..
-Aaaahaa - odpowiedział i westchnął. - to ja nie wiem ..
-Okej.. my idziemy.
-Dobra .. narazie - wyszłyśmy na hol i ruszyłyśmy w stronę windy. Zjechaliśmy na parter i tylnim wejściem udaliśmy się na zewnątrz a potem do busa. Kiedy weszłyśmy oni robili sobie taką małą próbę i czwiczyli układ.. Nie zauważyli nas więc w ciszy się im przyglądaliśmy.. Kiedy skończyli zaczęłyśmy bić brawa. Oni zaskoczeni odwrócili się w naszą stronę, a po chwili sią zaśmiali i lekko ukłonili..
-Hahaha .. Fajny macie ten układ - wtrąciła Karolina.
-Eeee. dzięki .. - podeszliśmy bliżej nich i coś tam zaczęliśmy gadać.. Po jakimś czasie ktoś rzucił ..
-Ejjj . może was czegoś nuczymy ? Co wy na to ?
-Wieeesz .... - przeciągnęłam .
-Kinga interesuje się teńcem ! Lubi tańczyć więc może ją czegoś nauczycie ! - wtrąciła Karolina. Rzuciałam jej groźne spojrzenie..
-To super ! Chodź, wstawaj ! - pociągnęli mnie za ręce .. - Dawaj ... Lewa noga przed siebie, a równo z nią falującym ruchem idzie prawa ręka .. - zaczął tłumaczyć i powoli pokazywać ruchy jeden z tancerzy. Powoli mi to jakoś wychodziło. Karolina mi się tylko przyglądała i coś czasem szeptała z innymi. Z każdym ruchem jak to mówili ' szło mi coraz lepiej' .
-No to umiesz już wszystko .. To znaczy większość układu.. Zatańczysz z nami ? - spojrzała na mnie jedna z tancerek i się uśmiechnęła.. Ja niepewnie odpowiedziałam :
-Ymm.. no jasne !
-No to zaczynamy ! - właczyła muzyką, ja stałam trochę z tyłu, ale nie całkiem.. - 5, 6, 7, 8 ! - zaczeliśmy tańczyć.. Bałam się, że coś pomylę... Potknę się o własne nogi, albo co najgorsza coś rozwalę.. Jednak nie było tak strasznie.. Pomyliłam się chyba ze 2 razy, ale to naszczęście były takie małe pomyłki ..
-Poszło ci świetnie ! - usłyszałam za sobą głos Justina i oklaski.. Odwróciłam się na pięcie a za sobą zobaczyłam Nialla i Justina klaskających..
-Widziałeś to ? ! - spanikowałam, a zerce zaczęło mi szybciej bić ...
-No tak.. Byłaś świetna skarbie ! - podszedł bliżej i pocałował mnie w policzek. Ja czułam jak się rumienię.. Gładził mnie swoją dłonią po moim prawym policzku.. Lekko się zaśmiałam.
-Z czego się śmiejesz ? - zapytał szatyn.
-Przypomniało mi się ... jak zemdlałam.. Hahaha- zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
-Tak... to było dobre.. Szkoda, że teraz nie mdlejesz ... - westchnął.. - chyba już ci się nie podobam tak jak kiedyś ...
-Nie ! Justin zwariowałeś ? ! Podobasz mi się z dnia na dzień coraz bardziej.. o ile to jeszcze mozliwe..
-To czemu nie mdlejesz ?
-Nie wiem .. może dlatego, że jestem już trochę przyzwyczajona do twojego towarzystwa.. Ale czasem mam takie momenty, że na twój widok mam ciarki- szepnęłam mu na ucho..
-Wiesz co dziś za dzień ? - uśmiechnął się zadziornie .
-Ponieeeedziałek ?
-Nie ... to znaczy tak.. ale dziś jest 3 rocznica naszego pierwszego spotkania .. 6 listopad .. - uśmiechnął się szeroko .. Zaumrowało mnie bo kompletnie zapomniałam...
-Zapomniałam ... Przepraszam Justin.. Ja.. - przerwał mi namiętnym pocałunkiem.
-Nie szkodzi skarbie... Mam dla ciebie małą niespodziankę - szatyn pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy z busu prosto do czarnej limuzyny.
-Gdzie jedziemy ?
-Zobaczysz - uśmiechnął się i ruszyliśmy.
*oczami Karoliny*
Kinga z Justinem poszli.. Ja z Niallem jeszcze chwile siedzieliśmy z tancerzami, ale potem się zabraliśmy do hotelu chłopaka. O dziwo chłopaków z jego zespołu nie było więc byliśmy sami... Początkowo oglądaliśmy film.. Potem Niall poszedł do łazienki wykąpać się, a ja do pokoju. Kiedy blondyn wszedł do pokoju ja stałam w samym staniku i ubierałam koszlukę do spania.. Niall podszedł do mnie przyciągając mnie do siebie, przez co przylegałam do niego całym ciałem. Oplatając ręce na jego szyji, przyciągnęłam go bliżej do siebie - jeśli to było możliwe
Naparł swoim ciałem bardziej na mnie, chwytając w dłonie moje biodra i je ściskając. Jęknęłam, nie przerywając pocałunku, mierzwiąc palcami jego włosy. Zjeżdżając dłonią po moich plecach, przytrzymał ją tam chwilę, po czym przesuwając je na moje pośladki. Ścisnął je, sprawiając, że gwałtownie złapałam powietrze, co dało mu dostęp do mojej buzi, na który czekał. Wślizgując się do moich ust, nasze języki zaczęły toczyć walkę. Jęknęłam, ciągnąc go za włosy.
Jeszcze mocniej na mnie naparł, pewnie ściskając mój tyłek. Oderwał się ode mnie tylko na sekundę, po czym przechylił głowę i jeszcze raz złączył nasze usta, ponownie dołączając swój język. Adrenalina wystrzeliła w moich żyłach. Wsadziłam ręce pod jego koszulkę po czym ją ściągnełam. Podniósł mnie, przez co oplotłam go nogami w biodrach. Blondyn całował moją szyję doprowadzając mnie do jeszcze większego podniecenia.
Z moich ust wydobywłay się ciche jęki, przez co wbijałam paznokcie w jego plecy. Moja dolna część ciała pulsowała od seksulnego napięcia. Musiałam szybko coś z tym zrobić, więc zjechałam dłońmi po plecach szatyna i delikatnie zsunełam jego spodenki. Niall powoli podchodził do łóżka a już po chwili leżał napierając swoim ciałem na moje.
Delikatnie podniósł mnie żeby móc ściągnąć stanik. Spojrzał na mnie ze znakiem zapytania w oczach bo z tyłu nie było odpięcia. Cicho się zaśmiałam. Złapałam go za kark i wyszeptałam mu do ucha:
-zapięcie jest z przodu
Blondyn jeździł ręką po moim udzie, brzuchu aż w koncu doszedł do piersi. Jednym szybkim ruchem odpiął stanik i rzucił go gdzieś na bok. Ściskał, masował, całował moje atuty, przez co zaczełam jęczeć. Zagryzłam dolną wargę, kiedy jego dłoń zaczeła zsuwać moje majtki. Kiedy się już ich pozbył spojrzał na mnie i powiedział:
-jesteś tego pewna ? - Złapałam dłońmi jego twarz i musnełam jego wargi
-nigdy nie byłam tak pewna, jak teraz - powiedziałam na co chłopak ponownie złączył nasze usta. Na chwilę się oderwał wyciągając paczkę prezerwatyw ze spodni i rozrywając opakowanie zębami nałożył na siebie gumkę.
- Niall - wyszeptałam na co spojrzał na mnie
- słucham skarbie? - powiedział i zbliżył się do mnie twarzą
- kocham Cię -wyszeptałam na co on odpowiedział mi w usta "ja Ciebie też"
Nasze usta ponownie złączyły się w namiętnym pocałunku. nie odrywając się od moich ust, jedną ręką rozchylił moją nogę i jeszcze bardziej przyległ do mnie ciałem. Po chwili wszedł we mnie, delikatnym ruchem. Głośno jęknełam, wyginając się w łuk. Poczułam jak przez moje ciało przeszedł paraliż ale po chwili znikł. Niall na początku poruszał się delikatnie, jakby bał się że sprawia mi ból. Całował mnie po szyi a jego ruchy były coraz szybsze i mocniejsze. Z moich ust wydobywały się jęki, których nie byłam w stanie opanować. Czułam, że jeszcze chwila a eksploduję.
pokój był przepełniony naszymy nie równymi oddechami, dyszeniami i jękami. Wchodził coraz głębiej i gwałtowniej.
-Niall! - krzyknełam jego imię bo czułam że już blisko i zaraz dojdę. Wbijałam paznokcie w jego skórę z rozkoszy.
Po dwóch mocnych pchnięciach chłopaka, krzyknełam tak głośno, że chyba było mnie słychać na ulicy.
Po chwili blondyn wyszedł ze mnie i opadł obok mnie. Podniosłam się i przykryłam nas kocem.
Położyłam się na jego torsie. Chłopak objął mnie i powiedział
-nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo Cię kocham. - Podniosłam głowę żeby móc na niego spojrzeć i odpowiedziałam
-ja Ciebie też Niall - i ponownie położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Leżeliśmy tak w ciszy przez jakieś 10 minut. Podniosłam się do pozycji siedzącej i owinełam prześcieradłem.
- gdzie idziesz? - zapytał uważnie mi się przyglądając
- ubrać się - odpowiedziałam i wstałam z łóżka
- nie musisz się ubierać, nago wyglądasz lepiej- powiedział i uśmiechnął się szelmowsko
Rzuciłam mu tylko delitatny uśmiech i poszłam z ubraniami do łazienki. Ubrałam na siebie czystą bieliznę i ciuchy do spania.. Kiedy wrócilam Niall leżał na łóżku w bokserkach.. Położyłam się obok niego, przykryłam kołdrą i powiedziałam :
-Dobranoc.
-Dobranoc ślicznotko - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
*Oczami Kingi*
Jak się okazało pojechaliśmy do jakiejś restauracji na romantyczną kolację, którą Justin przygotował z okazji tego dnia. W środku kolazji szatyn wstał od stołu i podszedł do mnie szepcząc do ucha :
-Mam coś dla ciebie... Zamknij oczy -zrobiłam tak jak mi kazał i zamknęłam oczy. Poszułam jak przeżuca moje włosy na moje lewe ramię. Po chwili po mojej szyi przeszedł dreszcz, ponieważ poczułam chłód jakiegoś łańcuszka.
-Już - szatyn powiedział trochę głośniej. Otworzyłam oczy i spojrzałam na naszyjnik. Widniał na nim napis 'Love'. Przejechałam palcami po literach a w oczach zebrały mi się łzy .. Wstałam i teraz byłan twarzą w twarz z szatynem.. Uśmiechnęłam się, spojrzałam na łańcuszek jeszcze raz i powiedziałam :
-Dziękuję Justin ... Jest wyjątkowy - uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a po chwili wpił się w moje usta. Nagle w tle zaczęła lecieć muzyka a światła zgasły.. Leciała jakaś wolna piosenka, na nas padło lekkie światło.. Przerwałam na chwilę pocałunek, rozejrzałam się w okół i się zaśmiałam się .
-Długo to planowałeś ?
-No.. z tydzień może ? - zaśmiał się i dał mi buziaka w usta. Szatyn złapał mnie w talii przyciągając do siebie, ja zarzuciłam swoje ręcę na jego szyję i w rytm muzyki powoli zaczęliśmy się poruszać. Justin i ja patrzeliśmy sobie nie przerwanie w oczy.. Po jakimś czasie oparłam swoją głowę na jego ramieniu.
Kiedy piosenka się skończyła szatyn spojrzał na mnie i chwycił mnie za rękę mówiąc :
-Chodźmy bo się spóźnimy - prawie krzyknął i z radością wyciągnął mnie z tej restauracji .. Znów wsiedliśmy do limuzyny. Podjechaliśmy pod wierzę Eiffla. Zachwycona tym pięknym widokiem nic się nie odzywałam.. Wyszliśmy z auta i po jakiś 15 minutach byliśmy na szczycie budowli.. Podeszłam do barierek i podziwiałam piękne niebo pełne gwiazd i księżyc w pełni. Justin podszedł do mnie, złożył kilka pocałunków na mojej szyi i objął mocno w talii.
-Kocham Cię - wyszeptał.
-Ja ciebie też Justin - spojrzałam na niego i po chwili złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
Zaczęło się robić zimno, na moich rękach pojawiła się gęsia skórka co Justin zauważył i szybko zareagował. Ściągnął swoją bluzę i zarzucił ją na moje ramiona. Złapał mnie za rękę i powiedział :
-Wracajmy ... robi się zimno .. - tak jak powiedział, wróciliśmy do hotelu. Oczywiście tam paparazzi. Justin chwycił mnie mocno za rękę i jak najszybciej przeszliśmy przez tłum prosto do hotelu. Wjechaliśmy windą na nasze piętro i wróciliśmy do pokoju.. Tam w salonie wszyscy w ciszy siedzieli i oglądali jakiś horror.. Bez słowa poszliśmy do pokoju. Wzięłam ciuchy do przebrania się i ruszyłam w stronę łazienki. Justin chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie :
-Idziesz się kąpać ?
-No taaak .. - uśmiechnęłam się.
-A wiesz, że trzeba oszczędzać wodę ?
-I co w ziawku z tym ? to znaczy, że mam się nie wykąpać, albo cociaż zębów umyć ? !
-Nie .. to oznacza, że trzeba się kąpać w parach - uśmiechnął sie zadzronie i oblizał usta.. Ja się tylko zaśmiałam i ruszyłam do łazienki..
Wykąpałam się i wróciłam do pokoju..
-Jesteś zły, że nie oszczędzimy wody ? - położyłam dłonie na ramionach szatyna.
-Bardzo .. - powiedział..
-Co mam zrobić, żebyś nie był zły ? - w odpowiedzi wzruszył ramionami.. Po chwili gwałtownie się odwrócił i położył się na mnie, całując mnie przy tym. Jeździłam rękoma po trosie i plecach szatyna. On zaczynając od moich ud jechał powoli coraz wyżej.. Powoli pozbyłam się jego koszulki i spodni, potem on mojej koszulki.. Leżeliśmy teraz w samej bieliźnie.. Kiedy nagle Justin się odsunął ode mnie..
-Nie możemy ...
-Czemuu ?
-Nie mam gumek Kinga ... - westchnął..
-Ohhh.... - westchnęłam.. - ja też nie mam ... - położyłam się obok.
-Dziś też nic z tego ... - wtrącił Justin. - ale to nie zmienia faktu, że i tak cudownie się dziś z tobą bawiłem ..
-Ja też Justin.. Kocham cię .
-Ja ciebie też.. bardzo cię kocham.. - pocałował mnie w czoło, potem objął i tak zasnęliśmy
tumblr_mqxm9dCGrE1s2chx0o1_500.png
tumblr_mr9j7jFda81rey538o1_500.png
1006313_186986441478889_1699689575_n.jpg
tumblr_mr4qe4k8OL1qjls7vo1_500.jpg
tumblr_mquw36xPl71r01sado1_500.jpg
Tagi: Rozdział 30
10.08.2013 o godz. 16:59